2016/2017

Kończy się rok. Kończy się coś. Było dobre i złe, piękne i brzydkie, straszne i odważne, pełne stresu i nadziei. Kończy się z uśmiechem w naszą stronę, chociaż niektórzy patrzą na ten uśmiech ze łzami w oczach. Szkoda ich, jednak idzie nowe, które w liczbie 2017 zapisane, może oznaczać dla nich nowe nadzieje. A czym był dla Ciebie 2016?

Masa podsumowań powstaje obecnie. Ludzie tworzą katalog najlepszych płyt, książek, wydarzeń, również tych najgorszych… A my? Podsumowujemy rok na tle własnych przeżyć. Czy był dobry? Dla jednych tak bo się pobrali, urodziły im się dzieci, spełnili marzenia, bądź dostali upragnioną pracę. Dla innych rok był zły – kogoś stracili, bądź coś. Inni znów trwali w stanie „chujowo ale stabilnie”. W końcu co kto lubi.

Ja proponuję Wam inne podsumowanie, które zamkniecie do jednego, krótkiego zdania. Mój rok zamykam stwierdzeniem „można wszystko”. Można jechać do Norwegii pod namioty, chociaż boi się człowiek niemiłosiernie, a nawet doświadczeni w takich dziwnych wyprawach ludzie mówią, że to może jednak zły pomysł. Oni mogli, a My nie? Mogliśmy – zrobiliśmy. Można też iść na koncert gwiazd sprzed 15 lat, których się słuchało… Tak, to było Ich Troje i był to najlepszy koncert tego roku. Trochę wstyd to przyznawać publicznie, ale można:)

Był to też rok rozczarowań, stresów i innych złych emocji. Ale przecież w każdym roku dzieje się coś. Nigdy nie będzie tak, że same dobre rzeczy będą człowieka spotykać. Takie życie, taki los, z którym warto się pogodzić. W końcu zawsze „można wszystko”. Szkopuł tego stwierdzenia polega na tym, że ma on gwiazdkę, bardzo małą. Ona oznacza, że możesz wszystko, jak się przełamiesz. Gdy siedzieliśmy na dworcu, w środku nocy, czekając na pociąg do Szczecina, by ruszyć do Norwegii, miałam ochotę zawrócić do domu i się popłakać. Ale tego nie zrobiłam, tylko wsiadłam w pociąg, po marudziłam i przeżyłam fajną przygodę. Marudźmy, stresujmy się ale nie dajmy sobie wmówić, że nie można… można! Ale musisz tego chcieć i to zrobić.
Tego życzę w Nowym Roku!

 

  • Ten rok pod względem śmiertelności wielkich muzyków i aktorów to jakaś totalna porażka. Rok 2015 pod koniec też nam dowalił, ale 2016 zabrał mnóstwo stosunkowo młodych osób (chociażby Carrie Fisher lub prawie cały Chór Aleksandrowa). Ja również piszę podsumowanie, ale to chyba będzie pierwsze podsumowanie roku w moim życiu, więc napiszę tylko o miłych rzeczach, bo i dla mnie 2016 nie był tak łaskawy, jak bym chciała. Zwłaszcza że na dokładkę możliwe że mi chorą tarczycę lub anemię rzucił. 2016, staph! 😀

    • No to jutro toast za zdrowie wznosimy!:-) Z tarczycą da się żyć! 🙂 Lepiej patrzeć chyba na miłe rzeczy bo motywują do pójścia do przodu:) Bo chce się więcej:D

      • Meh, to nie tarczyca. Za dużo żelaza, i to dużo za dużo. Cholera wie co to 😀 Człowiek głupieje po tych wszystkich badaniach.