5 spostrzeżeń o Anglii.

Kilkanaście dni temu odwiedziłam Anglię. Był to wyjazd zaplanowany od dłuższego czasu. Kilka dni, reset umysłu, kolejna mała podróż. Co przywiozłam z tej podróży? Poza dwiema bluzkami, lakierami do paznokci… worek spostrzeżeń, inspiracji i garść doświadczeń. Zapraszam!

Kiedyś nie rozumiałam tego, jak ludzie porzucali Polskę, zostawiali wszystko i wyjeżdżali „za chlebem”. Wydawało mi się, że przecież wszędzie można zarobić pieniądze – nawet u nas. I miałam rację, że można. Jednak nie zdawałam sobie ze skali, która poznałam w Anglii. Chociaż moje starcie z nią było krótkie, to wystarczające, by tych emigrantów zrozumieć. Mój pogląd na temat tego, iż zarobić można wszędzie nie zmienił się. Uległ jednak lekkiej deformacji. I to właśnie moje pierwsze spostrzeżenie, o którym każdy wie, ale ja uświadomiłam je sobie, gdy zobaczyłam na własne oczy:

  1. Ceny a zarobki.

    Zdecydowanie największym zaskoczeniem jest to, że ceny są tak niskie, w stosunku do zarobków. Wyjście do restauracji, wydanie za naprawdę pyszną kolację 30 funtów… W skali zarobków to niedużo. Gdy zarabiasz 1200 funtów (powiedzmy najniższa stawka), to te 30 funtów, dwa razy w miesiącu to nic. W Polsce 30 zł to zapłacimy za przystawkę i szklankę wody, w dobrej restauracji. Tyczy się to również zakupów spożywczych. Większość cen w przedziale od 0,5 do 3 funtów. U nas to jest raczej od 3 zł wzwyż. W pewnym sensie poczułam się upokorzona, będąc tam. Dlaczego? Może sytuacją naszego kraju, może tym, że Anglia daje takie możliwości, a ja nie mam jak ich wykorzystać „już”. Niemniej – Anglia to dobre miejsce do życia, pod tym względem. Mój obraz motywów Polaków, którzy wyjeżdżają, został poszerzony i zrozumiany.

  2. Przechodzenie na pasach… i nie tylko.

    Ten podpunkt chyba najbardziej spodobał się mojemu chłopakowi. Możliwość przechodzenia przez jezdnię w każdym, możliwym miejscu, byleby nie spowodować niebezpieczeństwa na drodze. Przyznam szczerze, że obawiałam się tego, jednak po dwóch dniach chodzenia po Londynie, nawet mi się to spodobało – jakaż oszczędność czasu! Faktem jest, że trzeba się nauczyć sprawnego przechodzenia i ogarnięcie ryzyka. Tutaj wyczucie jest w cenie.

  3. Londyn.

    Skoro mowa o stolicy Anglii, to nie sposób nie napisać kilku słów o niej. Mnie urzekła, chociaż ma swoje wady. Strasznie przypadła mi do gustu multikulturowość. Już na samych ulicach widać większa tolerancję. Ponadto rozwój technologiczny tego miasta strasznie mi się spodobał – możliwość płacenia zwykłą kartą w autobusie! Czy rowery do wypożyczenia za 2 funty na dzień! Bierzesz taki rower i śmiało możesz zwiedzać. Wszędzie stoją stojaki na rowery, wyznaczone są oddzielne pasy – raj. Chociaż nie skusiliśmy się na tę opcję podróży, to zdecydowanie jest ona warta polecenia
    .

  4. Architektura.

    Zdecydowanie dominuje tam gotyk i neogotyk. Ta architektura jest tak odmienna od całej Europejskiej, że aż mi się spodobała. Chociaż zawsze podobały mi się jej elementy: czy to w jakiś filmach czy serialach. Niemniej katedry, kościoły, a nawet zwykłe domy, miały w sobie to coś. Jest różnica między Londynem, a np. Yorkiem, który również odwiedziliśmy. Niemniej to oczywiste – wynika to z rozwoju miast. W Polsce problemem jest to, iż Warszawa została praktycznie cała zniszczona, dopiero od niedawna się odbudowuje. W Londynie, pomimo tego, iż dominuje nowoczesność, to bardzo dużo widać elementów z XVIII i XIX wieku. A w miastach mniej „nowoczesnych”, jest tego jeszcze więcej – to bardzo dodaje urokowi Anglii.        

  5. Brak czystości.

    Ostatnim punktem, jest wszechobecny syf na ulicach. Tona gum do żucia, papierków itd. Myślałam, że u nas panuje „bałagan”. Myliłam się – tam jest większy. Poza tym cała kultura wyrzucania rzeczy, nawet dobrych, ładnych. Chociaż to jest zrozumiałe. Jak stać ich na coś lepszego, to nie zastanawiają się nad tym, by trzymać coś starszego. Trochę to przykre, przez wzgląd na świadomość o ochronie środowiska.

Cały wyjazd do Anglii był dla mnie bardzo ciekawy. Chciałabym lepiej móc poznać przede wszystkim ich przyrodę. Mieliśmy okazje tylko w jeden dzień wybrać się do Parku Narodowego, na niedługi spacer. Było ładnie, było świeżo, aczkolwiek niedosyt pozostał. Sama Anglia jest urocza i przepiękna – na pewno chcę tam wrócić, również po to, by poznać bardziej naród. Niemniej – polecam, nawet na weekendowy wypad.

  • Też słyszałam o tym syfie na ulicach. Wielka szkoda, że ludzie tak śmiecą 🙁 Mi w Anglii na pewno nie odpowiadałaby pogoda, brr 😀 Moim włosom też xD

    • Wydaje mi się, że z tą pogoda to lekki stereotyp. Np. zimą jest cieplej! Praktycznie zero przymrozków. Ale zależy, co kto lubi.:) A włosy? Przecież mamy tyle wspaniałych kosmetyków… 😛

  • Z tym bałaganem to chyba nie jest u nas tak źle. W Rzymie mnie to przerażało.

  • Przechodzenie w dowolnym miejscu :))) To mi się podoba najbardziej.