All inclusive – czy warto?

Plan był jasny od początku roku – 2019 nie będzie rokiem dużej ilości podróży, ponieważ zmieniłam branżę, pracę i na urlop cóż… trzeba zapracować. Plan dość szybko się wyklarował – urlop planujemy na październik. Co, gdzie, jak i dokąd – te pytania pozostawały bez odpowiedzi do sierpnia, aż w końcu padło na Turcję i all inclusive.

Z ręką na sercu, bez bicia przyznaję się, że byłam przeciwniczką tej formy wypoczynku/podróży. Nigdy nie miałam z nią do czynienia, ale na podstawie opowieści znajomych czułam, że to nie do końca dla mnie. Co mnie w all inclusive odrzucało?

Pozorny brak wolności – siedzisz w jednym hotelu tydzień albo dwa. Szkoda gdzieś pojechać dalej, bo zmarnuje się zapłacony obiad, kolacja czy śniadanie. Po 3 dniach wiedziałam, że miałabym dość, że nudziłabym się. Imprezownia – all inclusive kojarzył mi się albo z wyjazdami na jedną, wielką, tygodniową imprezę albo dla ludzi z małymi dziećmi. Dzieci nie mam, wiec to nie dla mnie. A imprezować przez tydzień? No też nie te lata 🙂
Mentalność Januszy i Grażyn – przepraszam, ale naprawdę. Roszczeniowość, poczucie bycia lepszym od innych, ewentualnie cebula – niestety tutaj sprawdziła się moja obawa.

Finalnie wybraliśmy all inclusive i polecieliśmy w cztery osoby. Było dla nas jasne, że na pewno tych kilku dni nie spędzimy tylko w hotelu, że trzeba ogarnąć jakąś wycieczkę, by coś zobaczyć. Opcje były dwie – albo kupimy wycieczkę od rezydenta, albo zorganizujemy coś na własną rękę lub z jakimś lokalnym biurem podróży. Padło na wycieczkę od rezydenta do Pammukale.

Polaczki na wakacjach

Czymś, co odrzucało mnie od all inclusive to przysłowiowy Janusz i Grażyna, których wiedziałam, że spotkam. Gdy sama gdzieś lecę nie mam z tym zjawiskiem do czynienia. A po to lecę na wakacje, by od mentalności rodaków trochę odpocząć. Niestety tutaj i z tym trzeba było się zmierzyć. Klasyczne spotkanie z rezydentem po przylocie i nagle fala roszczeń, żali i przepychanki słowne. Nie poczucie, że jesteśmy razem w obcym kraju i może warto bardziej być dla siebie miłym. Po co? Lepiej pokłócić się o to, czy na krótkim spotkaniu ma być włączona klimatyzacja dla jednej Pani, czy nie, bo reszta nie chce 🙂

Ten podpunkt nie ma na celu obrażenia kogokolwiek. Gdybym spotkała starszego Pana przysłowiową z białą skarpetą i sandałem, który by się uśmiechał – super! Uśmiechnęłabym się do niego i cieszyła, że ma równie udane wakacje. Tutaj chodzi o to, że część osób, które lecą na all inclusive czują się “lepsze”(?). Widać to też w traktowaniu obsługi hotelowej, co niestety jest przykre. Oczywiście inne nacje też zapewne mają takie zachowania, ale ja ograniczam się do naszego podwórka. I w sumie tylko to… był jedyny minus all inclusive.

Dlaczego warto?

Bo odpoczniesz…. Dlatego warto. Obawiałam się, że bardziej te wakacje mnie zmęczą, a okazało się, że były wspaniałym resetem, w którym nie martwisz się o jedzenie, posłanie łóżka, pogodę, atrakcje. Jak to stwierdziła moja koleżanka – fajnie było pożyć problemami, które były tam. W przeciągu kilku dni stworzyłyśmy alternatywną rzeczywistość i nagle rzeczy, które były w Polsce nie istniały. Naczelnym problemem było czy leżymy na plaży, czy na basenie? No i co będzie na obiad 🙂

Warto również dlatego, że wbrew moim obawom, masz ogrom możliwości. Rozpoczynając od jedzenia, które jest robione pod turystów, ale jednak jest wybór, poprzez atrakcje czy formy spędzania czasu. Hotel zapewniał różne atrakcje – raz był zespół, który przez dwie godziny grał muzykę na żywo, raz jakiś pokaz taneczny, na który oczywiście się nie załapaliśmy (ale był!). W samych kurortach również można wiele zrobić – nam trafiła się wycieczka statkiem za połowę ceny. Nie mówiąc o atrakcjach, które oferuje rezydent lub biuro podróży. To kosztuje trochę, ale nudy i znużenia na pewno nie ma.

Poznajesz też nowych ludzi – nam udało się ostatniego dnia poznać bardzo fajną parę z Polski, Irańczyków, którzy tłumaczyli mi sytuację Kurdów oraz oczywiście barmanów, którzy zagadują do każdej dziewczyny. Ciekawym było też poznanie przewodnika – Turek, który ma żonę Polkę i świetnie mówi po naszemu. Opowiadał rzeczy, których nie dowiemy się w kurorcie, bo tam świat wygląda inaczej niż w reszcie kraju. I to jest mały minus all inclusive, że poznajemy wykreowaną rzeczywistość, bardzo cukierkową i kolorową, a nie to, co jest realne.

Finalnie uważam, że all jest dobrą opcją na wypoczynek. Na pewno skorzystam z tej opcji jeszcze nie raz. Niemniej nie jest to i nie będzie jedyna forma podróży. To w trakcie wyjazdów zaplanowanych od A do Z przeze mnie więcej poznaję. Na all inclusive miałam poczucie, że więcej odpoczywam. Dlatego odpowiadając na pytanie, czy warto? Tak, ale zależy czego aktualnie się potrzebuje. Oderwania, resetu i braku problemów – wybierz all. Przygody, doświadczenia nowej kultury – wyjedź sam.