Barcelona – co warto zwiedzić?

 

Barcelona

Tuż po majówce, wraz z koleżanką znalazłyśmy tanie loty. To była szybka decyzja – lecimy do Barcelony w połowie czerwca. Wątpliwości miałam spore: czy znajdziemy tani i dobry nocleg w tak krótkim czasie, jak będzie tam, no i czy się dogadamy w ogóle. Hiszpania nie była moim priorytetowym kierunkiem podróży. Jednak na tyle mało znam Europę, że gdzie trafię na niedrogą możliwość zwiedzania – polecę. I tak oto zapraszam na kolejną odsłonę tego, co warto zwiedzić – tym razem w Barcelonie!

Do Barcelony leciałyśmy z Katowic. Problemem była pora podróży, ponieważ na miejscu byłyśmy wieczorem. Uzbrojone w wiedzę z internetu kierowałyśmy się prosto do metra, by dostać się do centrum. I tutaj kłopot. Według danych blogerów i innych źródeł – mogłyśmy kupić bilet T-10 (taki na 10 przejazdów). Jednak przed wejściem do metra linii L9 nie mogłyśmy takiego biletu kupić. Z rozmowy z ochroniarzem wynikło, iż możemy go kupić na lotnisku, co jest bzdurą. Z lotniska do centrum trzeba kupić osobny bilet. Kosztuje on ponad 4 euro. Bilet T10 obowiązuje, ale tylko i wyłącznie podczas podróży po mieście.

Z racji tego, iż nie miałyśmy zbyt dużej ilości czasu, kierowałyśmy się na busa, który zawiózł nas do centrum. I jak dla mnie – najlepsza opcja. Autobus ten to A2. Kupujesz bilet w automacie i ustawiasz się do kolejki. Tutaj mała dygresja… warto sprawdzić przed podróżą możliwość płacenia kartą w danym kraju. Mam dwie karty i zapomniałam sprawdzić, czy mogę płacić obiema. Ta, którą próbowałam zapłacić… utknęła. Zirytowana sytuacją przed metrem, z utkniętą kartą w automacie, zaczęłam lekko panikować. Na szczęście sytuacja została ogarnięta.

Prohibicja w Hiszpanii

Po dotarciu do hotelu, w którym miałyśmy zarezerwowany pokój z dwoma łóżkami… a dostałyśmy pokój z łożem małżeńskim i wanną na widoku… postanowiłyśmy pójść na miasto. Było coś koło północy, a miasto żyło. Mimo że był to poniedziałek. Byłam w tak wielkim szoku, bardzo pozytywnym! Po wejściu do sklepu i zrobieniu kilku podstawowych zakupów, chciałyśmy kupić wino. Jednak z racji prohibicji nie mogłyśmy. Jednak wystarczyło wejść do kolejnego sklepu i dostałyśmy bez większego problemu. Wydaje mi się, że prohibicja w Hiszpanii jest tylko prawem. Podobnie jest z marihuaną, którą przez dwa dni czułyśmy, w środku dnia, w centrum miasta nie raz. A ponoć nie do końca legalna jest.

Barcelona

Co warto zobaczyć?

Zaznaczę na początku, że nie widziałyśmy wszystkiego. Miałyśmy na zwiedzanie w sumie dwa dni. Nie było możliwości zwiedzić wszystkiego. I tak z bólem przyznaję, iż odpuściłam Camp Nou, chociaż FC Barcelonę uwielbiam. Ale jest powód, by wrócić… i na pewno tam wrócę, bo rozumiem, co miłośnicy Barcelony do niej poczuli.

Na mnie największe wrażenie zrobiła dzielnica gotycka, czyli Barri Gotic. Uwielbiam takie miejsca, dlatego wejście pomiędzy te budynki, poczucie tego klimatu było czymś świetnym. Drugą rzeczą, która zrobiła na mnie wrażenie to Park Guell. W samym parku nie byłyśmy, gdyż okolica nam wystarczyła. Piękny widok na panoramę miasta, morze. Do tego mnóstwo palm i latające nad głowami papugi. Dla osoby, która tego klimatu nigdy nie przeżyła… świetne doznanie 🙂

Trzecim miejscem, które mogę polecić jest Zamek Castell de Montjuïc, a konkretnie jego okolice. Można tam wjechać kolejką, ale ja polecam spacer. Z centrum nie jest daleko, a widoki nieziemskie. Tutaj widać już bezpośrednio morze, a z jednego punktu całe miasto i wzgórza za nim. Czwartym i ostatnim miejscem jest oczywiście plaża! Myśmy na niej spędziły cały wieczór i część nocy. W ogóle nie czułyśmy się niebezpiecznie. Strasznie to mi się w tym mieście podobało. Mimo że jestem strachliwym człowiekiem, czułam się tam dość bezpiecznie. Chociaż trzeba uważać na torebkę – to fakt. Jednak poza jedną sytuacją nie miałam poczucia, że ktoś chce mi coś zrobić albo ukraść.

Mity, a fakty o Barcelonie czy Hiszpanii…

Ciężko mi oceniać cały kraj, bo w Barcelonie jest strasznie dużo hindusów, którzy sprzedają w sklepach. Widziałyśmy chyba tylko jedną Panią za ladą. Niemniej – faktem jest, że oni nie mówią po angielsku. Myślałam, że ja nie potrafię… ale sytuacja w restauracji, na głównej ulicy, uświadomiła mnie, że chyba nieco bardziej ogarniam niż oni. Jedyną osobą, z którą się dogadałam po angielsku bez problemu, był Pan na stacji metra, gdy już wracałyśmy.

Kolejny fakt to to, że kradną rowery. Spotkałyśmy kilka rowerów bez kół, bez siodełek. Na plaży ludzie z siodełkami, które wyciągnęli ze swoich rowerów to normalny widok. Stąd też stan rowerów miejskich… które są zwykłymi, starymi składakami. Gdyby miasto zainwestowało w coś lepszego, szybko byłoby po nich.

A na koniec….

Barcelona bardzo mi się spodobała. Jest połączeniem gór, wzniesień i morza. Do tego jest słoneczna, ciepła i bardzo pozytywna. Widać w niej wiele skrajności, ale to jest w niej przepiękne. Z jednej strony budowla, jaką jest La Sagrada Familia, elemety Gaudiego, przepiękna natura, a z drugiej bieda, bezdomność.

Jak dla mnie Barcelona jest mocne 8/10! 😀

La Sagrada Familia

Plaża w Barcelonie