Cukierki „Euforia”

Miałam napisać recenzję. Poddać ocenie, wsłuchać się, opisać… jednak są rzeczy, których opisać się nie da. Je trzeba poczuć, dotknąć, posmakować, bądź posłuchać. Tak jest w przypadku płyty „Euforia” – pierwszego albumu Cukierków. Mimo to kilka słów udało mi się napisać…

Cukierki to duet dwóch mężczyzn, których połączyła muzyka. I wyszło dzieło elektroniczne. Piękne dzieło. Jak nigdy w życiu nie słuchałam tego typu rzeczy, tak tych dwóch Panów – Mateusz i Dred, zmienili ten aspekt mojego muzycznego gustu. Sięgnęłam po ich płytę z ciekawości i nie żałuję. A co mnie w niej urzekło?

Nie nachalność – osoby, które nie słuchają muzyki elektronicznej na co dzień, mają z nią problem, który opisują jako własnie nachalność. Liczba dźwięków jest za duża. Na „Euforii” tego nie ma. Być może to kwestia przemyślenia, doświadczenia, które Panowie maja… niemniej wyszło im.

Spójność – zdecydowanie spójna płyta, pod każdym kątem.

Perełki – wyprodukować: „Idziemy”, „Więcej” i „Noc” to arcydzieło.

Nic więcej pisać nie trzeba.