Czasem dobrze, gdy jest źle…

Porażki to życiowe lekcje, a momenty złe to są po to, byśmy doceniali te dobre – znane, odgrzewane prawdy życiowe. Niby je znamy, niby akceptujemy, ale jak się auto popsuje, w pracy jest nerwówka, a do tego nie potrafimy pomóc bliskim, którzy mają gorzej… to jakby to wszystko blaknie. Nie mówiąc już o naprawdę wielkich dramatach, które nas spotykają. Wtedy to włóżcie sobie to wszyscy do tyłka.

A ja mimo wszystko chyba polubiłam się z tymi gorszymi momentami, nawet złymi. Nie, nie tragicznymi czy dramatycznymi. Tylko tymi, gdzie coś nie do końca idzie po mojej myśli. Dlaczego? Bo uczą mnie jednej, podstawowej rzeczy. I przypominają ją jak mantrę – życia nie zaplanuję od A do Z. A niestety mam wrażenie, że jest to ostatnio plaga, która szerzy się jak epidemia.

Momenty gorsze uczą mnie jeszcze dwóch innych rzeczy – akceptacji tego, co jest oraz elastyczności, czyli umiejętności dostosowania się do zastanych warunków. Jakże to dwie umiejętności w życiu.

Akceptacja

Akceptacja to nie jest postawa, w której godzimy się na wszystko. To pewien rodzaj podejścia do tego, co nas spotyka. Już jakiś czas temu zauważyłam, że jak zaczynamy coś akceptować, to łatwiej jest nam to zmienić. Nie skupiamy uwagi na negatywnych stronach, nie tracimy energii na złe emocje. Akceptacja jest trudna, ponieważ wymaga na początku wysiłku – jednak w dłuższej perspektywie można się jej nauczyć. Finalnie zużywamy mniej energii… po prostu mniej się męczymy.

Akceptacja przydaje się także w momentach i sytuacjach, gdy czegoś nie możemy zmienić. Chociaż chyba zawsze możemy coś zmienić – chociażby swoje podejście do sytuacji czy rzeczy, której fizycznie nie możemy zmienić.

Elastyczność

Mamy jakiś cel – chcemy go osiągnąć, jednak po drodze wywala się cała masa rzeczy. Rezygnujemy z celu. Dlaczego? Bo w głowie mamy jedną drogę dojścia do niego. Elastyczność to taka piękna cecha, czy też umiejętność, która pozwala nawet przy masie „errorów” wyznaczyć nową drogę. Albo pomóc zmienić cel, wcale nie na gorszy. W mojej skromnej opinii można nauczyć się elastyczności na dwa sposoby: albo będąc sprawdzanym przez życie, albo samemu poddając się zmianom – samemu je kreując. Druga droga jest zdecydowanie lepsza, bo sami nadajemy tempo.

Doceniajmy gorsze chwile, kryzysy i potknięcia. Nie tylko dlatego, że pokazują nam, jak ważne jest docenianie chwil dobrych – jest ważne. Ale również dlatego, że uczą nas akceptacji i elastyczności. Z tymi dwiema umiejętnościami możemy dojść naprawdę daleko. Bardzo daleko… 🙂