Czy warto brać udział w webinarach? – przykład Pani Swojego Czasu

Webinar to taka forma spotkania w sieci. Spotykają się widzowie i osoba, która prowadzi taki webinar. Jest to fajna forma służąca do szkoleń, przekazywania wiedzy większej liczbie osób. Wczoraj brałam udział po raz pierwszy w webinarze Pani Swojego czasu, czyli Oli Budzyńskiej. Jakie wnioski nasunęły mi się po? Zapraszam!

Webinar ma swoje zalety, ale ma też wady. Zaletą jest to, iż możesz siedzieć w domu, w kapcioszkach z kubkiem herbaty i zdobywać wiedzę. Wadą jest to, że trzeba się dostosować czasowo. Własnie przez ten punkt nigdy nie wzięłam udziału w webinarach, na których chciałam być – po prostu zawsze było coś ważniejszego. Niemniej pomimo zmęczenia wzięłam udział w webinarze Pani Swojego Czasu.

Mowa była o wielu ciekawych kwestiach, o których pisać nie będę, ponieważ w tym momencie upubliczniłabym pracę Oli, która skierowała do wybranej grupy osób. Przyznam szczerze, że na początku bałam się trochę tego webinaru, ponieważ moje doświadczenia są takie, że jak już trafiłam na jakiś, to wychodziłam po 15 minutach. Mówienie o rzeczach oczywistych, bełkot, nieciekawa prezentacja – nie da się tego wytrzymać, mimo chęci. U Oli było inaczej.

Mówiła o tym, jak zorganizować się na Nowy Rok, jak wyznaczyć cele. Jednak nie była to wiedza pt. „ogarnij się”, „spisuj marzenia” (tutaj oko do wszystkich Pań, które uczestniczyły). Ola na swoim przykładzie, na przykładzie innych osób uświadamiała nas – coś co jest rzadkością. Nie ma bełkotu o metodach, jest konkret i nowe podejście. Przykład? Zaskoczenie, że nie warto stawiać sobie celi od tak, bo czegoś chcemy. W końcu ile razy chciałaś uczyć się tego cholernego hiszpańskiego ale nie wychodzi? No pewnie dużo… tutaj patent polega na tym, by wybierać takie cele, które są większe niż nasza osobowość, nasze ego. Cele dzięki którym możemy coś zmienić, nie tylko dla siebie. Od razu przychodzi mi na myśl akcja „Pomoc mierzona kilometrami” – przefantastyczny projekt, dzięki któremu łatwiej było wstać z kanapy i pójść się poruszać. Bo było coś więcej, dlatego się chciało.

I takie webinary polecam, gdzie wiesz że czegoś się dowiesz. Ja wiedziałam, bo Oli bloga czytam od X czasu. Jej podejście jest naprawdę inne i za to ją szanuję. Niestety wielu blogerów/biznesmenów stawia na webinary jako jedynie formę promocji. Mówią o rzeczach oczywistych, „a więcej na kursie za 999 zł”. Oczywiście jest to bardzo duże uproszczenie z mojej strony, jednak jak dostaję w darmowym webinarze coś nowego, coś z czym się zgadzam, coś co jest dla mnie nowością to automatycznie chce więcej. Dlatego z wielką przyjemnością zajrzę do książki Oli, kiedy już się ukarze.

Webinary są fantastyczne również przez to, że spotykamy się z innymi kobietami. Tylko na czacie, przez słowa pisane na klawiaturze, jednak to jest jedną z wartości, dla których warto w nich uczestniczyć. Autor daje swoje tezy, a Ty z innymi możesz wymieniać się poglądami – fajna sprawa. Dodając do tego nową wiedzę, nowe podejście uważam, że uczestnictwo w takich webinarach to forma samorozwoju, którą należy praktykować. Wybierajcie jednak te jakościowe, by nie tracić czasu.

  • Ja się zawsze bałam, że mnie ktoś po tej drugiej stronie zobaczy. A po domu chodzę jak potwór 😀

    • Wypisana

      Oj tam! W końcu to „sytuacja domowa”. Szczególnie w tygodniu o 21:D Warto spróbować!