Dlaczego mamy Boże Narodzenie już w listopadzie?

Święta

Jak co roku, w okolicach pierwszego tygodnia listopada, w centrach handlowych i sklepach zaczyna panować „świąteczny” klimat. Bożonarodzeniowy wystrój, świąteczne piosenki i oferta sklepów przygotowana specjalnie na ten dni. Można oszaleć, można to ominąć, a można się w tym zatracić i „poczuć magię świąt” już w okolicach 16 listopada. Ale dlaczego sklepy już 1,5 miesiąca wcześniej zaczynają gorączkę, która ostatecznie wybucha w okolicy 20 grudnia?

Można powiedzieć: konsumpcjonizm. Żyjemy w takich czasach, że jak kobiecie jest źle to kupuje nową bluzkę, a mężczyzna… tutaj bywa różnie – jeden kupi nowy telefon, drugi buty, inny zapłaci miliony monet za karnet na siłownie. Gdy jest dobrze też kupujemy. Chcemy uczcić swoje zwycięstwa, zaspokoić czasem bezzasadne zachcianki. Jednak konsumpcjonizm ma wiele twarzy. Jego „świąteczna” odsłona jest szczególnie paskudna.

Gorączka świątecznych zakupów wynika z różnych powodów. Czasem jest to zwykła chęć udogodnienia bliskim, czasem „pokaż się, a zastaw się”. Specjaliści to wyłapują i tak mamy święta w listopadzie. Moja teoria jest jednak nieco inna. Cały czas na coś czekamy. A to na wakacje, a to na rozpoczęcie roku szkolnego, na wiosnę, na Boże Narodzenie też. Nie zastanawiamy się nad „tu i teraz”, ponieważ jak już zaczynają się wakacje, to myślami często rodzice są już w nowym roku szkolnym.

Pamiętam, że gdy zaczynałam wakacje, to miałam je przez miesiąc. Sierpień był miesiącem zakupów do szkoły, przygotowywania się do powrotu. A przecież mogłam cieszyć się wówczas jeszcze miesiącem wolnego – ale czekałam razem z (najczęściej) mamą na nowy rok szkolny. Teraz, w dorosłym życiu, obserwując ludzi w centrach handlowych, mam podobne uczucia. Po szybkim przeżyciu Wszystkich Świętych cześć osób wpada w wir przygotowań do Świąt. Prezenty, dekoracje, pierniczki (no dobra, je trzeba robić wcześniej!)… A skoro czekamy, to można to wykorzystać i już od 3 listopada wystawić bombki, choinki, dekoracje. Kupimy więcej? Nie wiem, ale na pewno jest w tym jakiś większy zamysł.

Święta w listopadzie nie są najlepszym pomysłem z jeszcze jednego względu. Gdy przyjdą te prawdziwe, często nie odczuwamy ich. Po miesięcznej gonitwie, myśleniu o dwóch dniach, po prostu nie skupiamy się na nich. A szkoda, bo Święta są fajne.