Dlaczego jesteśmy tchórzami?


Z kim kojarzy Ci się tchórz? Pomyśl przez chwilę. Osoba, która nie jest asertywna, która unika konfrontacji. To też osoba, która nie bierze odpowiedzialności za swoje czyny – to chyba najgorszy aspekt bycia “tchórzem”. 

Zadałam sobie to pytanie przy okazji pewnej sytuacji, która ostatnio mnie spotkała. Osoba, którą mogę nazwać jasno tchórzem, rozbiła zderzak mojego auta. Mieszkam w centrum miasta, ale do miejsca parkingowe pod moim blokiem oddzielone od drogi szlabanem. Oh jakże wszyscy mieszkańcy trzy-klatkowego bloku cieszyli się. W końcu mamy gdzie parkować! Też się cieszyłam, dopóki policja nie powiedziała mi, że nie mogą mi pomóc w odnalezieniu sprawcy. Nie mogą też przyjąć jako takiego zgłoszenia, bo to droga prywatna. Prawo to prawy – trudno.

Naiwnie liczyłam, że tchórz zgłosi się i będzie chciał dogadać. Przecież każdy dorosły człowiek powinien brać odpowiedzialność za swoje czyny, prawda? No i przeliczyłam się wiarą w ludzi. Po raz kolejny. Zaczęłam się też zastanawiać, dlaczego jako osoby dorosłe tak często uciekamy od konsekwencji swoich czynów. I wpadłam na kilka powodów:

  • Bo nas tak nauczyli… rodzice, może opiekunowie? Wiadomo, że nasze “bąbelki” są idealne i nie zrobią nikomu krzywdy. A jak zrobiły, to na pewno nie chciały i żałują. Albo bolączka mojego dzieciństwa i bycia jedynakiem, kiedy to mama zawsze szła do szkoły załatwiać jakieś “trudne tematy”. Wychowani w duchu tego, że wszystko jakoś rozchodzi się po kościach, że nikt nie wyciąga wobec nas konsekwencji powoduje, że potem ich unikamy. Czasem za wszelką cenę. 
  • Bo boimy się konsekwencji… które paradoksalnie i tak często nas dotykają i dopadają, ze zdwojoną siłą. Ile razy w pracy coś schrzaniłeś i myślałeś, że nie dojrzą, nie dopatrzą? Parę lat temu sama, jak coś w pracy zepsułam, bałam się przyznać. Finalnie i tak zawsze wychodziło w praniu. Dziś tego nie praktykuję. Pracuję z klientami, jak coś zawalę i jestem tego świadoma zgłaszam i szukamy rozwiązania. Biorąc konsekwencję od razu na klatę nie męczę się z wyrzutami sumienia, z niepewnością, że mnie przyłapią. 
  • Bo czasem nas to chroni… Są przypadki, że stchórzenie chroni nas przed przykrościami czy ryzykiem. Tutaj tchórzostwo ma wymiar pozytywny. Czasem źle oceniamy własne zasoby energii czy możliwości, ale orientujemy się w porę, że może to nie najlepszy pomysł. 
  • Bo jesteśmy cwani…?

Tchórzostwo ma wiele stron, wiele aspektów. Jednak odwaga i branie odpowiedzialności za swoje czyny to coś dobrego i pozytywnego. Ileż wspaniałych chwil można przeżyć, cudownych ludzi poznać, miejsc zobaczyć mówiąc “tak” okazjom. Ile też satysfakcji można zobaczyć we własnych oczach wieczorem, ileż nocy przespać bez wyrzutów sumienia. Wiele można… nie będąc tchórzem.