Dominika Gwit „Moja droga po nowe życie”.

Ta tendencja, że każdy celebryta wydaje książkę, już jest trochę nudna. Są to książki często nijakie i blade. Jednakże są też książki wnoszące coś, inspirujące. Na taką historię liczyłam, gdy sięgałam po książkę osoby, którą jest Dominika Gwit. Zrobiłam to rok po jej premierze, gdy dziennikarka i aktorka wie, że przegrała z walką o swoją wagę. Co w tej książce znalazłam? Zapraszam!

Dominika Gwit – znamy ją z roli w „Galeriankach”, czy też „Przepis na życie”. Jednakże najbardziej znamy ją chyba z publicznej walki o kilogramy. 50 kg w 10 miesięcy – szanuję do dziś. Była to walka publiczna, bo Dominika pokazywała ją, mówiła o niej sporo, pomagała innym. Jednym słowem dała radę i pokazała, że można. Jednak potem coś nie zadziałało, kilogramy szły w górę, a w międzyczasie powstała książka.

Dzieło, które popełniła Dominika, w moim odczuciu jest zbędne. Aktorka pokazywała jak walczy, inspirowała, co było świetne! Do tego też mamy social media – nie ma sensu pisać o tym książki. Szczególnie że walka Dominiki nie trwała bardzo długo. To nie jest książka o tym, że się udało, napisana po kilku latach chudości. Pierwszy zarzut, co do tego dzieła – powstało za wcześnie.

Drugi: aktorka sama mówi, że to wydawnictwo się do niej zgłosiło. Fajnie, że sama nie posiadała przysłowiowego „parcia”. Niemniej ta książka jest trochę wymuszona, czuć to – aktorka nie była chyba na nią gotowa. Tak to czuję jako czytelnik. Podobnie jest z formą, która jest lekko wymuszona. Nie jest to dziennik, nie jest to książka specjalistyczna… nie jest to biografia. Co to w takim razie jest? Niestety ciężko określić. Mimo to książka posiada i plusy.

„Moja droga po nowe życie” – czyta się to dobrze i lekko. Widać doświadczenie w pisaniu, co jest dużym plusem. Może długa forma nie pokazuje pełnej skali umiejętności pisarskich, jednakże to nieważne. Czyta się to po prostu dobrze. Mnie książka zajęła weekend, a że jestem w trakcie „walki o nowe ja” to szukam inspiracji, prawdy o tym odchudzaniu, wiedzy i wszystkiego, co może mi pomóc w osiągnięciu celu. Ta książka dała mi jedno – potwierdzenie tezy, że nie można robić nic na siłę.

Dominika Gwit odstawiła na rok cukier i sól. Jadła zdrowo, co kilka godzin, według jadłospisu. Dla mnie to droga do zniewolenia, autorka pokazała, że dla niej też. Została zniewolona przez samą siebie, co przyznaje. I to jest też mocnym punktem dla tej książki, że nie pokazuje, jakie to wszystko jest super. Pokazuje, że ludzie uzależnieni od jedzenia są wśród nas, i że ich życie nie jest przyjemnością. Dominika to przyznaje, jednak zbyt delikatnie.

Czy coś więcej można o tej książce powiedzieć? Ja nie mam nic więcej do dodania, dlatego iż ona nie wiele dała mi. Była ciekawym relaksem, nowym spojrzeniem. Nic odkrywczego, aczkolwiek jednak coś ciekawego. Mimo tego, że książka w moim odczuciu nie wyszła, to Dominikę podziwiam i uwielbiam do dziś. Jest to jedna z niewielu osób, którą obserwuję, która potrafi z porażki zrobić sukces, przy tym zachowując szczerość wobec siebie – piękne. Oby więcej takich osób.

 

  • Powiem szczerze, że czytałam książkę. Patrząc na to jak teraz wygląda autorka to chyba jednak nie była zbyt dobra droga 🙂

  • Dla mnie cała ta promocja i historia Dominiki jest trochę groteskowa. Odchudzała się u Gacy- dieta, która działa, ale jak wiadomo, chwilowo. Potem szok- przytyła i teraz promuje siebie i te nadprogramowe kilogramy..zal.pl