„Emigracja” Malcolma XD i kilka refleksji

malcolm xd

Pamiętacie serial „Zielona karta”? Jakoś na początku lat 2000 w telewizji był taki program, który pamiętam, oglądałam z rodzicami do obiadu. Były tam trzy rodziny, które przygotowywały się do rozpoczęcia swojego życia za oceanem. Tak było blisko 20 lat temu – a jak dziś wygląda polska emigracja? Świetnie opisuje to Malcolm XD.

Jedno jest pewne – dziś jest dużo, dużo łatwiej. Na pewno do ogłoszenia Brexitu. Ale umówmy się, że Brexit dotyczy Wielkiej Brytanii jedynie, a nasi rodacy zaczynają emigrować coraz częściej do Norwegii czy Islandii. Wielka Brytania, mam wrażenie, stała się już czymś bardzo oczywistym i w zasięgu ręki. Trochę tak jest, bo rozpoczynają tam życie osoby, które nie znają języka, które po prostu spakowały walizkę i wyjechały, kupując najtańszy możliwie bilet. Sama cena biletów jest wręcz śmieszna. W styczniu lecę do Anglii po raz trzeci – cała wycieczka kosztuje mnie 178 zł w obydwie strony, czyli nic. Ale o życiu tam wiem niewiele.

Polak w autokarze

Świetnie przekrój naszego społeczeństwa (i nie tylko) pokazuje ksiażka „Emigracja”. Jest to opowieść od dwóch, młodych chłopakach, którzy napisali maturę i właśnie mają najdłuższe wakację w życiu. Mieszkaja w małej miejscowości, gdzie perspektyw nie ma zbyt wiele. Marzeniem jest rozpoczęcie studiów w Warszawie, co wiąże się z kosztami. Na jaki pomysł wpadają młodzi? Emigracja zarobkowa.

Pierwszym zaskoczeniem dla mnie w tej książce było to, że dwóch, młodych mężczyzn zdecydowało się na dojazd do Wielkiej Brytanii autokarem. Z ciekawości sprawdziłam, ile kosztuje dojazd z Katowic do Londynu – ponad 300 zł. Do tego spędzasz w autokarze 24 godziny. Nie wiem, z jakich powodów ludzie decydują się na taki dyskomfort, ale to nieistotne. Malcolm XD ukazuje przekrój osób, które decydują się podróżować w ten sposób – Seba, który miesza colę z wódką i wielu innych, ciekawych typów.

Ten pierwszy raz

Miejsce docelowe to Londyn i Victoria Station, czyli główna stacja w stolicy Wielkiej Brytanii. Ciekawi mnie bardzo, jak wiele osób wysiadło w swoim życiu na tej stacji, po 24h podróży, bez totalnego planu. Bohaterowie „Emigracji”, po ciekawej przygodzie z dotarciem na miejsce, odnaleźli się i również nie mieli jasno określonego planu – padło na kuzyna głównego bohatera, który na pewno na kilka dni ich przygarnie.

I to pokazuje chyba bardzo klasyczny scenariusz. Decydujemy się na emigrację i pierwsze co robimy, to kontaktujemy się z osobami, które już tam są, które mogą pomóc nam w starcie. Przygarną na jakiś czas, pomogą załatwić pierwszą pracę. Jest to rodzaj swoistego łańcucha, gdzie każdy po kolei, każdego ściąga. Wiąże się to z różnymi perturbacjami, ponieważ nagle trzeba zacząć ze sobą żyć.

A potem to jakoś będzie…

Bohaterowie książki nie zagościli długo u wyżej wspomnianego kuzyna, za to trafili potem w kilka, ciekawych miejsc, jednocześnie ukazując dalszy przekrój społeczeństwa. Od Sebiksów, przez starsze małżeństwa, które ciężko pracują za granicą, po sprzedawców kamperów i pracowników farmy z kapustą. Książka ta pokazuje, że zawsze jakoś będzie, że nawet za granicą da się przeżyć, w bardzo trudnych sytuacjach. Czasem ledwo wiążąc koniec z końcem, czasem znajdując rozwiązania całkowicie spontaniczne.

Trzy rodzaje emigracji

Polecam przeczytanie tej zabawnej książki, ponieważ jest napisana prostym, „internetowym” językiem. Jednocześnie porusza tematy bardzo głębokie takie jak tęsknota, rozczarowanie, idealizowanie tamtego świata. Po jej skończeniu pomyślałam także o tych, których znam i którzy na emigrację się zdecydowali. Do tego łącząc inne historie, które gdzieś zasłyszałam, doszłam do wniosku, że istnieją trzy główne rodzaje emigracji. A konkretnie trzy różne podejścia do niej.

Pierwszym, najbliższym mojemu sercu rodzajem emigracji jest życie tam. To ten rodzaj emigranta, który nawet jadąc bez języka, wtapia się w nowe społeczeństwo. Jest elastyczny, układa sobie tam możliwie życie i przede wszystkim czerpie z niego. Gdy w zeszłym roku leciałam do Anglii, w samolocie poznałam pewną dziewczynę. Mieszka ona w Anglii już od kilku lat. Pojechała, z tego, co pamiętam zarobkowo, nauczyła się języka, wykształciła, zyskała przyjaciół zarówno polskich, jak i z innych krajów. Ona po prostu tam żyje, a nie uprawia stagnację.

Drugi typ to osoby, które mam wrażenie, zawieszają życie w Polsce i przenoszą się do obcego kraju. Jednak w tym obcym kraju są wycofani, oglądają polskie seriale, polskie wiadomości tylko (!), chodzą do pracy, wracają i na tym się kończy. Żyją tak przez wiele lat, jak w jakimś zawieszeniu. Mam wrażenie, czekając na coś. I jeśli byliby w tym jeszcze jakoś szczęśliwi, to super. Często niestety nie są.

Ostatni typ emigranta to ten, który opisuje Malcolm XD. Na kilka miesięcy, na chwilę, typowo zarobkowo. Osoba nastawiona na cel, która zawiesza niejako życie w kraju, która nie osiada jednocześnie w obcym, bo wie, że będzie wracać za chwilę. Ten rodzaj emigracji jest nastawiony na cel, jakim najczęściej są pieniądze.

I na koniec

Każdy ma inny powód, dla którego emigruje. Są też tacy jak ja, którzy sobie tego nie wyobrażają, chociaż nie wykluczają (może kiedyś). Najważniejsze to chyba, w każdym etapie życia na emigracji czy życia w kraju, to być ze sobą w zgodzie i po prostu żyć. Nie czekać na coś, nie uprawiać stagnacje. Bo można na tym stracić kilka miesięcy życia, ale można też całe lata, których nic nie zwróci. Brzmię coachingowo, ale trochę tak jest. Żyjąc w innym kraju, doświadczajcie go, próbujcie na tyle, na ile możecie.