Filozofia „Fuck It”, czyli jak odpuszczać?

women, freedom, odpuść sobie

Książka „Filozofia sukcesu, czyli Fuck It”, autorstwa niejakiego Johna C. Parkina i Gai Pollini, wzbudziła me zainteresowanie. Tytuł wiadomo – chwytliwy, temat na czasie i filozofia jakby dobra. Zaciekawiona sięgnęłam po tę książkę i zaczęłam czytać. Czy filozofia pieprzenia to dobra opcja? Czy można wszystko chrzanić i żyć po swojemu? Oto moja refleksja, zapraszam!

Niestety życie nie jest banalne, wszystkiego pieprzyć nie można. Jednak są sprawy, które się powinno. Książka ta otworzyła mi oczy na kilka kwestii. Otóż żyjemy w czasach, gdzie wszystkim się przejmujemy, stresujemy, za czymś gonimy. Nawet jak nie mamy wpływu na coś, to i tak pozwalamy oddziaływać tej rzeczy na nasze życie, samopoczucie itd. To w pewien sposób jest uzasadnione, bo każdy człowiek chce osiągać sukcesy, spełniać się i realizować. A jak coś nie idzie po naszej myśli, to się kurde wkurzamy – logiczne, nie?

W filozofii „pieprz to” chodzi głównie o odpuszczanie. Gdy nie masz na coś wpływu, to siłą rzeczy nie zmienisz tego. Możesz zmienić swoje podejście, tylko i wyłącznie. Nie da się tego zrobić ot tak, nie da się do tego podejść łatwo, jednak jest to możliwe. Filozofia „pieprz to” nie polega na tym, że teraz masz być złym człowiekiem, żeby nie powiedzieć bardziej brzydko. Masz troszczyć się o siebie, przede wszystkim. Twoje zdrowie psychiczne jest najważniejsze, bo jeśli je posiadasz, możesz więcej dać ludziom. To jest idea pieprzenia tego, co Cię spotyka, a konkretnie reakcji na to, co Ci się przydarza.

Relaks

Jak sobie coś odpuszczasz, to Twoje ciało automatycznie się rozluźnia. Stres maleje (nie zawsze schodzi cały) znacząco, docierają do Ciebie jasne myśli. Nagle wszystko zaczyna się układać. Napięcie wywołane przejmowaniem się, przeżywaniem i stresem powoduje, że nie myślisz jasno. Do tego potrzebujesz relaksu. Według autorów książki, jeśli powiesz „pieprzę to”, to całe napięcie z Ciebie schodzi, relaksujesz się. Ja nie do końca się z tym zgodzę. W moim odczuciu to trochę oszukiwanie siebie. Jednak sam sens jest jak najbardziej dobry. Jak odpuszczasz, to się relaksujesz, odprężasz – wówczas możesz zacząć jasno myśleć o swoim problemie. Ale tutaj znów dochodzimy do tego, o czym cały czas staram się mówić – o świadomości. Bez świadomej decyzji o odpuszczeniu, nie da się tego zrobić. Chodzenie i gadanie do siebie „pieprzę to” nic nie daje, przynajmniej nie mi. Wystarczy przemówić do siebie świadomie: czy mi daje coś ten stres? Czy to, czym się przejmuję, jest w ogóle warte cokolwiek? Czy mam na to wpływ?…

Pieprz… wszystko?

Autorzy opisują zgrabnie wiele dziedzin życia, które należy pieprzyć. Pieprz: jedzenie, związek, cele, pogodę (racja!), samokontrolę, swoje problemy… – i to jest coś, nad czym warto się pochylić, to co warto z tej książki wyciągnąć. Pieprzenie jedzenia – chodzi o to, by nie „spinać się” na to całe „fit”. Coś w tym jest, bo po co mam nakręcać się, że nie zjem normalnego jogurtu, tylko 0% tłuszczu? Przecież ostatecznie on jest nic niewart. Albo odstawiam wszystko, co złe i w efekcie staje się… szczupłą frustratką. Po co?

Jednak też nie do końca zgadzam się z opiniami autorów. Bo nie można wszystkiego pieprzyć. Jeśli mam nadwagę, to muszę się kontrolować. Nie mogę tego wszystkiego tak po prostu olać. Podobnie jest w innych dziedzinach, które są opisywane: związek, egoizm, poszukiwanie itd. Mój partner nie będzie dla mnie obojętny, dopóki go kocham. Poszukiwanie również jest ważne, bo dzięki niemu idziemy do przodu i się poznajemy. Jednak temu wszystkiemu przyświeca jedna, piękna myśl – by odpuszczać, gdy trzeba.

Jak odpuszczać?

Po latach irytacji, o której pisałam TUTAJ, ostatnio staram się bardziej zwracać uwagę na odpuszczanie sobie. Jednak nie o „olewanie” spraw ważnych. To znacząca różnica. Odpuszczanie tego, na co nie masz wpływu działa korzystnie. Zobacz: masz problem z zazdrością, jednak racjonalnego powodu do niej brak, bo partner marzenie. Ale jak to zazdrośnik myśli, że lepiej na zapas. No i rodzi się napięcie w zazdrośniku, związek opiera się na braku zaufania itd. Co się dzieje? Związek się psuje, partnerzy się oddalają, a zazdrośnik się nakręca. I tutaj powinien sobie odpuścić. Sposobów jest kilka: uświadomienie sobie, że krzywdzi partnera to raz. Dwa (brutalne) – pomyślenie, że jak ma zdradzić to i tak to zrobi, to po co się przejmować? Trzy – szczerość wobec partnera i wspólna praca. Nieważne, którą drogę wybierze zazdrośnik, odpuszcza. Związek uratowany – zazwyczaj.

Przykładów na to, żeby odpuszczać, jest masa. A sam proces i akt odpuszczenia też nie jest trudny. To czysta kalkulacja. Mam świadomość, że emocji nie da się kalkulować – one po prostu są. Ale czasem warto spróbować. Bo tylko w racjonalny, świadomy sposób można coś osiągnąć. Często stres czy przejmowanie się jest sposobem na obronę samego siebie. Tylko, że ta obrona kosztuje Ciebie więcej. Płacisz większą cenę za temperamentny stres. Akt odpuszczenia sobie czy komuś kosztuje dużo więcej, ale tylko na początku. Przełamanie swojego myślenia, próba odpuszczenia kosztuje dużo, ale jest korzystniejsza, bo znika stres. Dlatego warto powiedzieć sobie „pieprz to”.

A książkę polecam, chociaż podchodzę do niej sceptycznie do teraz. Niemniej – nawet jeśli w jednej kwestii nauczysz się odpuszczać, to i tak sukces! Tego Ci życzę:)

  • Musze wziac sobie do serca to zdanie: Gdy nie masz na coś wpływu, to siłą rzeczy nie zmienisz tego. Możesz zmienić swoje podejście, tylko i wyłącznie. Bylo mi to bardzo potrzebne. Dziekuje i pozdrawiam serdecznie Beata

  • Zbyt często analizujemy to co było, rozprawiamy, gdybamy przez co przejmujemy sie i stresujemy niepotrzebnie. Czasu nie cofniemy, na niektóre sprawi i tak i tak nie mamy wpływu. Nasz stres tego nie zmieni, a może tylko wpłynąć na nasze zdrowie i samopoczucie.