Irytacja – jak sobie z nią poradzić?

Jestem nerwusem, oh bardzo dużym. Być może Ty również. Jeśli tak to wiesz, jak frustrujące mogą być codzienne niepowodzenia. I jak bardzo denerwować może fakt, że kolejnym razem nie wyszły… placki z cukinii. Tak, placki.
One też potrafią zdenerwować! Tylko jak długo? Życie osoby, która łatwo się irytuje nie jest łatwe, dlatego ja postanawiam z tym walczyć. I mam na to jedną metodę – zobacz jaką!

Irytacja to stan, który zna każdy z nas – Ty również. Nie raz pewnie zdenerwowało Cię coś, co jest błahe. Taki już jest człowiek. Jednak to nie może być argumentacją, na każde złe zachowanie. W przypływie złości, gniewu lub irytacji łatwo jest zranić i skrzywdzić. To te emocje rodzą przemoc, nie tylko te fizyczną. Jednak dziś skupię się na irytacji, która ma łagodniejszy charakter.

Przyzwolenie społeczne

Na gniew nie ma społecznego przyzwolenia. A przynajmniej w większej liczbie kręgów. To niestety dodatkowo potęguje uczucie irytacji. Gdy nie możesz okazać swoich emocji, a masz tendencję do bycia ekspresywnym, to wiesz, że potęguje to uczucie zdenerwowania. Irytacja może mieć kilka wymiarów: wewnętrzny, zewnętrzny i angażujący. Wewnętrzne uczucie irytacji nie jest groźne, uzewnętrznienie swoich emocji również bywa niegroźne. Angażująca irytacja to już agresja. Jednak nie każdy człowiek, który łatwo się irytuje, sięga po przemoc.

Dlatego warto czasem dać komuś się… zdenerwować. Osoba, która ma przyzwolenie społeczne na to, by czasem móc okazać swe emocje czuje się akceptowana. Oczywiście nie chodzi o to, by akceptować wzajemne ranienie się, krzywdzenie czy inne patologiczne zachowania. Jednak warto pozwolić cholerykowi na to, by mógł wyrazić swoje emocje. Tutaj jednak dużą rolę odgrywa również sam zdenerwowany.

Jak się irytować z klasą?

Jeśli jesteś cholerykiem, nerwusem lub po prostu łatwo się irytujesz… to wiedz, że jest na to sposób. Pierwszą rzeczą jest określenie swoich emocji. Nazwij je, naprawdę. Wiem po sobie, że jak coś zaczyna mnie irytować, to muszę to nazwać. Ostatnim przykładem są wyżej wymienione placki z cukinii. Dla jednych będzie to śmieszny problem, dla tych, którzy łatwo się irytują nie. Dlatego, abyś mógł pokonać swoją złość, najpierw ją określ.
„Jestem zła na to, że placki mi nie wychodzą, rozwalają się na patelni”.

I teraz przechodzimy do całego sekretu. Kolejnym krokiem nie jest działanie. To zbyt oczywiste. U mnie kolejny krok to zmiana tej emocji lub jej eliminacja. Brzmi prosto, jednak prostym  nie jest. Tutaj kłania się filozofia „pieprz to”. Swoją drogą za niedługo napisze o książce z tym tytułem. Niemniej autentyczne odpuszczenie sobie sprawdza się. Bo to nie jest tak, że odpuszczasz plackom, odpuszczasz partnerowi, który wrócił późno z imprezy lub pociągowi, który nie przyjechał. Odpuszczasz sobie: irytację, nerwy, złość i stres.

Osoba, która łatwo popada w złość, najczęściej jest nią zmęczona. Jednak brnie w nią, bo tylko taki zna sposób. Złość jest jej katalizatorem. Dlatego, aby móc pracować nad złością… warto się nią zmęczyć. Ja już czułam się zmęczona tym, że tak wiele rzeczy codziennych mnie denerwuje. Nie wpływało to dobrze na moje relacje, na mnie samą. To właśnie ze zmęczenia złością, postanowiłam sobie odpuścić. Tym razem odpuszczenie sobie jest dobre, zmęczenie jest dobre, brak walki jest dobry. Bo odpuszczasz to, co jest złe – czyli złość.

Kluczem do tego, by sobie odpuścić, jest świadome podejście do złości i irytacji. A na świadomość najlepsza jest rozmowa samego ze sobą. Oczywiście, że techniki oddychania, pójścia na zewnątrz i wykrzyczenia złości, aktywność fizyczna czy techniki relaksacji są świetne i dają radę. Ale są jedynie wsparciem. Bo człowiek powinien sobie tak po prostu, świadomie odpuścić.

Tego wszystkim nerwuskom życzę! 🙂

  • Ja zazwyczaj jak jestem zła to chodzę w kółko i wyrzekam. Jak dziecko. Ponoć to jest tak zabawne, że ludzie wokół się śmieją, a w efekcie ja też się śmieję i kryzys jest zażegnany 😀 Polecam 😀

    • O… Może się zainspiruję:D

  • Och, placki potrafią wkurzyć! Mnie też zdenerwowały, tyle że z serka wiejskiego i mąki kukurydzianej. A już najbardziej zdenerwował mnie dopisek w przepisie, że są banalne i każdy zrobi. Najpierw się zdenerwowałam, a potem pomyślałam „Ja nie jestem każdy!” I zrobiło się lepiej 😀

  • Irytacja to coś czego nikt z nas nie ominie. Irytacja przed­sion­kiem gniewu.
    Pozdrawiam

  • Ja jestem nerwusem a irytują mnie zazwyczaj ludzie, albo rzeczy nad którymi nie mam kontroli- np. psujący się ostatnio komputer. Moja metoda to wyrażenie swoich uczuć lub wybieganie emocji- polecam,pomaga 🙂

  • Ula Nowak Blog

    Dziękuję za ten tekst, super, że ktoś pisze o gniewie i irytacji, znam ten problem i Twój sposób może mi pomóc :).

  • Jakbym czytała o sobie… Heh, śmieję się, że kiedy jestem zmęczona – fizycznie czy psychicznie – mniej się denerwuję, bo… jestem zbyt zmęczona ;D To fakt – zmęczenie złością działa. Przetłumaczenie sobie, zamiana emocji również – i jak zauważyłaś, to łatwe nie jest… Byłoby może prostsze, gdyby otoczenie dawało przyzwolenie właśnie… Rozumiało, że to nie Twoja złośliwość w czystej postaci, złośliwie w dodatku kierowana w ich stronę, ale emocje, z którymi czasem trudno sobie poradzić… Być może łatwiej byłoby wówczas przetłumaczyć coś samemu sobie…

  • Oj, ja z irytacją sobie, niekiedy, nie radzę. Znaczy inni nie radzą sobie z moją irytacją 😀 O ile z gniewem sobie radzę, tak często sama zbyt późno orientuję się, że mój ton, zaciskanie zębów i słowa wynikają z irytacji 😀
    Jeśli jednak zdaję sobie z tego sprawę, to… mówię o tym rozmówcy. Szczególnie, gdy jestem zirytowana z powodu sytuacji X i nagle pojawia się osoba, która kompletnie z tą sytuacją nie jest związana, i po prostu chciałaby ze mną porozmawiać: zanim przeleję swoją irytuację na niewinnego człowieka, uprzedzam, że lepiej ze mną nie rozmawiać 😉 Znajomi nauczyli się wówczas wycofywać, a ja mam chwilę, by przywrócić balans 😀
    No albo wybucham, wiadomo 😛