Jak lepiej przeżyć Święta?

Choinka ubrana, barszcz się robi, uszka lepią, a karp leży zamarynowany w lodówce. I na nic już nie masz sił. A tutaj trzeba się wystroić, udekorować stół, nie mówiąc o całym wieczorze z uśmiechem i świetnym nastrojem. Jednak jedyne, na co masz ochotę, to iść po prostu spać. Ewentualnie położyć się plackiem i poczytać coś, ot tak. Jak przeżyć Święta, by wilk był syty i owca cała?

To pytanie padało miliony razy i do dziś nikt nie znalazł na nie dobrej odpowiedzi. A może jej nie ma? Chyba jednak najlepsze Święta to takie, w których po prostu czujemy się dobrze i nie musimy robić tego, czego nie chcemy. Niestety nie zawsze tak jest, szczególnie gdy w grę wchodzi masa obowiązków, które na siebie narzucamy: bo trzeba, wypada. Taka tradycja w końcu. Tylko co Ci po niej, jak z czasu, w którym powinieneś odpocząć, spędzić czas z rodziną, nie masz nic? Tylko worki pod oczami, popękane ręce od mycia naczyń i chroniczne zmęczenie.

Aby tego uniknąć należy postawić na inne sprawy niż porządek i pyszne jedzenie, chociaż to drugie jest ważne. To posiłek zbliża ludzi, wspólne gotowanie daje frajdę. Dlatego aby się nie przemęczyć, warto zaangażować rodzinę w gotowanie. Mąż ma dwie lewe ręce, ktoś powie. No i co z tego? Lepić ciasto na uszka, zagotować wodę, włożyć ciasto do piekarnika chyba potrafi. Perfekcjonizm to coś, co u wielu rodzin zabija święta. A jeśli planujesz zaprosić gości, to niech każdy przyniesie coś od siebie – w końcu czemu nie?

Inny problem w Święta, który jest gorszy od perfekcjonizmu w sprzątaniu i gotowaniu, to obłuda. Często uśmiechamy się do siebie, chociaż to wszystko podszyte jest myślami „skończmy ten cyrk”. Dlaczego ludzie zmuszają się do spotkań z tymi, do których nie żywią większych uczuć? Dlaczego starają się być mili, chociaż w ogóle tego nie czują? W zeszłe Święta zaprosiłam koleżankę, która spędziła z nami pierwszy dzień Świąt. Były to fajne Święta. Nie było dalekiej rodziny, którą widuję raz na rok. Była osoba, z którą mam żywy kontakt, która wie o mnie więcej niż ciocia i wujek, których odwiedzam podczas objazdówek rodzinnych. Ludzie udają, że ktoś jest im bliski, bo łącza ich więzy krwi. Oczywiście one są ważne, niemniej jeśli nie znajduje się wspólnego języka, to co z tego, że macie podobne geny? To nic nie znaczy.

Święta dla każdego oznaczają co innego i z tym dyskutować się nie powinno. Jednak jest kilka rzeczy, na które warto zwrócić uwagę: perfekcjonizm, obłuda… a trzecia o czas dla siebie. To taki fajny okres, kiedy można zastanowić się nad sobą i poświęcić czas własnym myślą. Święta kojarzą się z rodziną – i dobrze, jednak czas dla siebie również jest ważny. Spędzamy czas z rodziną, z najbliższymi, a przecież najbliższy nam człowiek to my sami. To odbicie w lustrze zna Cię najlepiej, najlepiej Ci powinno życzyć i o Ciebie dbać. Dlatego z tym odbiciem też spędź trochę czasu, by je rozumieć. By zrozumieć samego siebie. Tego życzę Wam w te Święta!

  • Parę lat temu drugiego dnia świąt przyjeżdżały do nas ciotki, których nawet imion nie pamiętałam. Nigdy nie zapomnę tych sztucznych uśmiechów i grzeczności, jakie wymieniałyśmy z tymi ciociotkami w spółce z kuzynkami… Od dwóch lat ciotki nie mają czasu (a może ochoty?) nas odwiedzać i od razu atmosfera jest lżejsza 🙂

    • Wypisana

      Zdecydowanie tak jest lepiej! 🙂 Przynajmniej tak mi się wydaje. Ale sama jesteś przykładem, że takie coś faktycznie działa:)

  • No u mnie będzie z 20 osób. I to wszyscy z rodzinnego miasta. Jakaś porażka, co roku mam ochotę schować się pod kocem, bo co roku słyszę te same pytania, z racji tego, że mieszkam w Poznaniu a nie w Szczecinie, jak reszta rodziny ;D Raczej olać nie mogę, ale nie ukrywam, że już czuję się zmęczona na myśl o podróży do domu. Dobrze, że chociaż od sprzątania uratowała mnie praca w piątek <3

    • Wypisana

      A ja narzekałam, że pracuję do czwartku…:O
      Nie no, olać trudno, ale ta napinka ludzi i lekka obłuda – to naprawdę niepotrzebne.:) A pytania cioć o ślub i dzieci? Warto odpowiadać „na to nie ma dobrej odpowiedzi”. Większość się wyłamuje 😀

  • No my planujemy, ale tyle z tym roboty że mam dosyć i chyba wolę wziąć ślub w Poznaniu cywilny i potem pójść do pubu 😀 Ale połowa rodziny by się obraziła. I nie byłoby takiego problemu, gdyby były związki partnerskie. No bo co? „ej, zawarliśmy związek partnerski. A, ok, spoko, a co u was poza tym?”. A na informację „ej, wzięliśmy ślub” to reakcja byłaby taka: „o nieee, jak mogliście bez nas, czemu nie dostaliśmy zaproszenia blablabla”.
    No ja tam się cieszę, sprzątanie mnie ominie, bo w piątek będę dopiero o 24 w domu, hahaha 😀

    • A jak mogliście dziecka nie ochrzcić?! 😀 Eh rodzinka. 😀
      Zazdroszczę! I pozdrawiam znad ścierki do kurzy, upieczonych babeczek (pierniczki będą na Wielkanoc :D) i masy środków czystości. Tak się kończy wolne w pracy. 😀