Jak wprowadzać zmiany?

Jedyną stałą we wszechświecie jest… zmiana. Na zawsze, na stałe, na wieczność nie ma nic. Życie się kończy, miłość się kończy, planeta się zmienia. Wszystko w ciągłym ruchu, a ludzie na upartego chcą żyć w stabilnych ramach i łudzić się, że „tak będzie zawsze”. Z racji tego, że zmiana jest jedyną pewną rzeczą na tym świecie, warto się z nią zaprzyjaźnić i czasem samemu ją wprowadzać. Tylko jak to zrobić?

Zmiany to ciężki temat. Bolesny. Bo los lubi robić nam niespodziankę. Przychodzi do nas po cichu, zakrada się od tyłu i robi „bum!”. Ty zapatrzony w swoją drogę, cele, marzenia nie dostrzegasz i zapominasz, że los może od tyłu walnąć Cię w głowę. Aż tu nagle leżąc w sobotni ranek, planując wieczór dostajesz telefon, który zmienia Twoje życie. I to bynajmniej nie w bardziej pozytywne i wesołe. To właśnie jest to „bum!”. Zmiana, która nastała i nie ma odwrotu. Twoje poukładane w kostkę, bezpieczne życie się posypuje i następuje tylko cisza.

Cisza często występuje przed burzą, ale ja mam inną teorię, wyciągniętą z doświadczeń. Cisza jest elementem stałym każdej zmiany. Los przychodzi i rozwala Ci życie – po tej demolce masz ciszę. Nie wiesz co robić. Bo cisza to stan zawieszenia, po wprowadzeniu nagłych zmian też tak mamy. Czy można coś na to zaradzić?

Nie, bo los zawsze będzie płatał nam figle: zabierał bliskich, palił domy, powodował wypadki samochodowe – taki urok. Jedyne co tutaj można zrobić to brać wszystko pod uwagę, żyć tym przysłowiowym „YOLO„, które stało się ostatnio moim ulubionym słowem. Żyć i nie przejmować się a kiedyś trafi „bum”, to iść dalej. W końcu po każdej ciszy przychodzi ktoś, kto się odezwie i pomoże zebrać do kupy to, co się rozsypało. Tylko, że poza zmianami, które wprowadza nam życie, są jeszcze zmiany, które wprowadzamy sami. I o nie właśnie chodzi, jak je wprowadzać?

Mogłabym napisać to jednym słowem: zdecydowanie. Jednak nie wyczerpię tym tego, co mam na myśli. Możesz zdecydować się na zmianę nawyków żywienia, ostatnio bardzo modny temat, a potem konsekwentnie iść w te stronę. Gratuluję, jak się udaje! Tylko, że tutaj chodzi o zmiany innego rodzaju. Takie które demolują Twoje życie, na Twoje własne życzenie. Takie których nie możesz za bardzo zaplanować. Zdrowe nawyki żywieniowe musisz zaplanować, bo inaczej polegniesz. Ale jak chcesz zmienić pracę, to tego nie zaplanujesz (najczęściej). Jak chcesz zmienić partnera, albo odejść od obecnego, też tego nie zaplanujesz (najczęściej).

Chodzisz struty beznadzieją sytuacją, robisz kalkulacje, wypisujesz mocne i słabe strony decyzji, sięgasz nawet po analizę SWOT. A i tak nic nie robisz, nie zmieniasz i nie działasz. Chcesz odejść, ale może nie czas, może jednak coś się zmieni, może nie uderzy już, albo szef zmieni nastawienie? Oh jak ludzie są naiwni! Również byłam, wiem co mówię. Dlatego po miesiącach marudzenia, wprowadzam mocną zmianę. Co mnie do niej pchnęło? Impuls, natchnienie, myśl „teraz albo nigdy”. I chociaż masz to poczucie, że właśnie zburzyłeś swoje życie, a na pewno ważną jego część, to uwierz… ten lęk i poczucie dezorganizacji minie. Powstanie nowa jakość, niewyobrażalnie lepsza. Dlatego niszcz i podważaj to, co Cię uwiera, nawet jak burzy to Twoje życie. Nie raz je odbudowałeś, nie raz będziesz jeszcze musiał… Tylko rób to zdecydowanie!