Jeden cel zmienia wszystko

preikestolen

Jest taki czas, że wszystko się psuje – wiesz: samochód odpalić nie chce, w pracy nieciekawie, związek się sypie, a przyjaciele odwracają się tyłem. No tak już jest, tak bywa. W takim okresie ciężko mieć chęć do parcia naprzód. Rano oczy jakoś wolniej się otwierają, a sen bywa zbawieniem. W takich chwilach pozostaje jedno – mieć cel.

Życie to taka fajna sinusoida, że raz jesteś na górze, raz na dole. Różnica między jednym i drugim czasem jest niewielka, a momentami ogromna. Większe dramaty powodują gorszy dół, większe sukcesy dają poczucie, że to „nasz czas”. I to w życiu jest bardzo fajne. Jednak takie wahania prowadzą też do dezorientacji i poczucia beznadziejności – to jak reagujesz zależy od Ciebie. Pierwsze co można zrobić, to przyznać się przed sobą, że tak już jest i to zaakceptować. Do łatwych zadań to nie należy, ale da się – sprawdzone!

Cel – antidotum na zło

Ponoć planować nie warto, bo życie i tak zrobi z Twoimi planami co chce. Nie zgodzę się z tym stwierdzeniem, ponieważ nawet samo zaplanowanie czegoś, daje nam poczucie panowania nad życiem. A tylko z takim poczuciem, że wzięło się sprawy w swoje ręce, można z życiem zrobić cokolwiek. Jakiś wypadek lub sytuacja losowa rozwalą Twoje plany? Pewnie nie jednokrotnie, ale co z tego, jeśli i tak zrealizujesz prędzej czy później to, co zaplanujesz? Może po drodze potkniesz się raz, a może trzy – jak masz cel to idziesz na przód. Dlatego posiadanie chociaż jednego, większego celu to lek na smutki i gorszy czas.

Postaw się przed faktem dokonanym

Ostatnie pół roku to nie był najmocniejszy czas w moim życiu. Co mi pomogło? Rozwiązanie pewnych spraw i wyznaczenie celu, długoterminowego. Znana jestem z niekonsekwencji – to moja plaga, przyznaje się. Dlatego, by na gadaniu się nie skończyło, na pustych obietnicach, musiałam sama siebie postawić przed faktem dokonanym. I tak kupiłam sobie bilet do Anglii – muszę szlifować angielski, bo lecę sama. Dobra metoda, działa – uczę się już drugi tydzień. I tak jest z innymi, mniejszym sprawami. Lubimy odkładać, lubimy usprawiedliwiać się sami. Jeśli się tego boisz, to postaw się przed faktem dokonanym – odwrotu nie ma.

Cel długoterminowy

W moim przypadku zakup biletu do Anglii to cel, samotna podróż tam jest celem. Zaplanowałam ją z dwumiesięcznym wyprzedzeniem. Daje mi to wiele energii, motywacji, jest motorem – wszystkim tym, czego w trudnych chwilach trzeba. Dla kogoś innego może być to inny cel. Warto jednak wyznaczyć taki, który będzie nieco dłuższy. Wówczas żyje się tym celem, oddaje się mu. A to samo w sobie jest bardzo fajne. Nie od razu da się zaplanować najbliższe lata – też nie o to w tym chodzi. Jednak posiadanie jakichkolwiek celi jest, w mojej opinii, dużo lepsze niż życie bez planu.

Owszem, życie robi nas w… balona. Nie raz zrobiło, nie raz zrobi. Ale to też jest w nim fajne, bo wówczas możemy weryfikować własne plany. Możemy lepiej zaplanować i przeżyć własne życie. Bo gdy jest bardzo, bardzo źle, to ten jeden cel odmienia wszystko – pokazuje, że dalej też jest droga. Ciężka, ale często piękniejsza.