#Nowa praca: Jak się nie oszukiwać przy wyborze nowej pracy?

Na jakiej podstawie szukasz nowej pracy? Może na podstawie swoich wyobrażeń? A może mocnych stron? Czy jednak jest to kwestia czysto finansowa? Nie ważne jakimi motywami się kierujesz – jeśli nie możesz znaleźć swojego miejsca, to prawdopodobnie się oszukujesz. Jak temu zaprzestać?

Gdy poszukujesz nowej pracy chcesz, by była lepsza w wielu aspektach niżeli poprzednia. Większe uposażenie, dodatkowe profity, nowe wyzwania, które będą Cię rozwijać, szef-człowiek. Jednak często po stracie/odejściu z poprzedniej pracy, nie zastanawiasz się nad jedną, najważniejszą sprawą – nad sobą. Myślisz nad tym, co praca
Ci powinna dawać. Wyżej wspomniana płaca i dodatkowe profity, np. w postaci karnetu na siłownię czy opieki medycznej, ważą na tym, że do danej pracy startujesz. Mimo, że ona może nie do końca pasować do Ciebie.
Owszem – pasuje do Twoich wyobrażeń o sobie, nie do Ciebie. Jest to ogromna różnica.

Każdy z nas ma jakieś wyobrażenia o sobie, jakieś poziomy, do których chce doskakiwać. Wyznacza sobie cele, wyzwania i stara się je osiągać, czasem za cenę własnego samopoczucia. Pewnie – to jest świetne! Rozwój pełną gębą! Tylko ile on jest wart, jeśli Twoje cechy charakteru, które masz wrodzone, buntują się i to na każdym etapie. To oznacza, na każdym etapie takiego rozwoju czujesz lęk, frustracje. Dla mnie wówczas to nie jest rozwój. Jeśli doskakuje wyżej, osiągam większe cele, jednak niezgodnie ze swoją naturą, to owszem – wychodzę poza swoją strefę komfortu, rozwijam się, ale robię to na siłę. Można pomyśleć: ok, skoro robienie czegoś wbrew sobie jest złe, taki rozwój jest zły, to ja nie będę ćwiczyć, chodzić na dodatkowy angielski albo nie będę czytać książek rozwijających mnie. Moje ciało, mój umysł zawsze się męczy i buntuje.

No nie do końca, ponieważ gdy dla przykładu zaczynasz ćwiczyć – męczysz się okropnie. Twoje mięśnie się buntują, oddech nie wyrabia, a umysł mówi „daruj sobie”. Jeśli nie darujesz przez 5 razy, to za szósty trening będzie dla Ciebie wręcz banalny. Nie odczuwasz wówczas buntu ciała, a nawet umysłu. To jest dobry rozwój. Zły jest wtedy, gdy chcesz być dobrym sprzedawcą, handlowcem i za każdym razem boisz się wręcz panicznie rozmowy z klientem, tego że sobie nie poradzisz. Chodzisz na wszystkie możliwe szkolenia, czytasz książki, a mimo to lęk zostaje. Wiedza i doświadczenie oswajają lęk paniczny, ale on cały czas Ci towarzyszy. To uczucie stresu, bo może już nie lęku, potrafi zniszczyć całą radość życia.

Kilka tygodni temu startowałam na stanowisko sprzedawcy, w jednej z popularnej sieci salonów komórkowych. Przechodziłam kolejno szczeble rekrutacji, będąc pewna, że otrzymam te prace. Byłam przeszczęśliwa z powodu zwiększenia płacy, nowego wyzwania, profitów. Cieszyła mnie perspektywa tego, że będę miała większy kontakt z ludźmi i po prostu, że to jest coś nowego. Ja nie ukrywam, że od dłuższego czasu myślałam nad takim rodzajem pracy, który większość osób chwali, który daje naprawdę dużo. Ale na szczęście zdanie zmieniłam w ostatnim etapie rekrutacji, kiedy to kierowniczka salonu pokazała mi miejsce pracy, przeprowadziła ostatnią rozmowę, w tym małe doświadczenie, w którym byłam już konsultantem, a ona klientem. Podczas tej rozmowy pojawiła się myśl, że mogę się nie odnaleźć. Gdyby Pani kierownik do mnie zadzwoniła po kilku dniach, że zaprasza do pracy, poszłabym.
Na szczęście wyczuła chyba mój dyskomfort, mój lęk przed tego typu rozmowami i postawiła na kogoś innego. Załamało mnie to lekko, że wybrali kogoś innego, kiedy byłam pewna, że już mam te pracę. Teraz jestem wdzięczna. Dlaczego?

Bo po raz kolejny nie robię tego, czego nie lubię, czego nie czuję, czego się boję. Nie potrafię sprzedawać.
W poprzedniej pracy tego nie potrafiłam – tutaj również tego bym nie umiała. Co mi po szkoleniach, wiedzy, kiedy
z każdym nowym klientem bym się stresowała, bo muszę wciskać mu coś, czego on nie potrzebuje? Żadne pieniądze mi tego nie wynagrodzą, jeśli komuś tak – podziwiam, naprawdę. I przerażające jest to, jak wielu ludzi tak postępuje. Bez zastanowienia się nad sobą, brną za modą sukcesu, w którym osiągasz więcej, więcej, więcej. Najwięcej osiągniesz, jak będziesz się rozwiać zgodnie, ze swoimi predyspozycjami. Polerowanie swoich mocnych cech daje dużo więcej, niżeli zakrywanie, czy próba pokonania słabych.

A jak przestać się oszukiwać? To proste – po prostu trzeba się obnażyć przed samym sobą. Wręcz dosłownie,
tylko że z emocji i lęków. To tak jak na diecie – jak masz ochotę na słodkie (a masz!), trzyma Cię wyjątkowo mocno,
to usiądź z tym batonem przed lustrem, w bieliźnie, popatrz na ciało i zjedz. Gwarantuję, że nie zjesz. I poczujesz się lepiej! Tak samo z poznawaniem własnych lęków i słabości, a raczej przyznawaniem się do nich. Stajesz przed lustrem, siedzisz przed kartką papieru i rozmawiasz szczerze sam ze sobą. Boli, jest poczucie zawodu, bo w końcu nie będziesz najlepszym sprzedawcą i nie zarobisz na tym milionów… ups, to o mnie:). Ale poczujesz się lepiej, znajdziesz pracę, w której nie musisz sprzedawać, wciskać i codziennie chodzić z zaciśniętym żołądkiem.
I na prawdę to jest lepsze – gwarantuję.