Nowa Praca: Czy warto pracować w handlu?

sklep, praca

Handel – długie lata wydawał mi się czymś, do czego nie mam serca, talentu i chęci. Masz mieć wyniki, sprzedawać więcej, zachowywać się według wyznaczonych zasad, których jest dużo. Twoja indywidualność zostaje zabita – zostają paragrafy i ona – sprzedaż. Niby zwykła praca, za najmniejszą krajową, a potrafi zniszczyć psychicznie. Takie miałam podejście. Jakie jest ono teraz, po kilku tygodniach pracy w handlu? Sprawdź!

Moje podejście do pracy jako sprzedawcy było złe. Nigdy nie uważałam, by jakakolwiek praca hańbiła, ale w moim odczuciu zawsze było stać mnie na coś więcej. I tak próbowałam „czegoś więcej”, aż doszłam do pewnych wniosków, o których już tu nie raz pisałam – rób to, co jest zgodne z Tobą, Twoim charakterem. Życia zawodowego tyczy się to tak samo, jak prywatnego. Z racji tego, że nigdy nie stałam za przysłowiową ladą, zdecydowałam się podjąć wyzwanie, gdy dostałam taką ofertę. I tak od ponad trzech tygodni sprzedaję filmy, muzykę, gazety itd. Praca ciekawa, wymagająca poznawania na bieżąco nowości książkowych, muzycznych. Coś dla mnie! Tak przynajmniej mi się zdawało.

I zdawało mi się dobrze. Po tych trzech tygodniach wiem, że lubię te prace. Jednak są w niej elementy, które są bardzo niezgodne z moją osobą. Jeśli nie tolerujesz narzucania się, nie tolerujesz doskakiwania do wyników, z góry narzuconych, to taka praca nie jest dla Ciebie. Owszem – to, że musisz dobić do pewnego pułapu jest motywujące, cieszysz się, gdy idzie Ci dobrze. Ale nie zawsze idzie. Wówczas trzeba mierzyć się z horrendalnym stresem. Mimo wszystko wolę spokojną pracę copywritera, asystentki wirtualnej z domu. Jestem ja, moje ustalenia. Niemniej praca w handlu uczy. Jeśli ktoś nigdy nie pracował – powinien chociaż raz spróbować.

Szacunek do siebie

Tak, praca w handlu uczy szacunku do siebie. Trafiasz codziennie na kilkadziesiąt osób. Każdemu mówisz dzień dobry, uśmiechasz się. Obdarowujesz szacunkiem i życzliwością – za to Ci płacą w końcu. Jednak nie każdy człowiek odwzajemnia Twój szacunek. Robi wręcz coś przeciwnego. Obraża Cię, wpycha się, próbuje zrobić coś pod siebie, ustawia Cię. Za pierwszym razem czujesz dezorientację. Za drugim nic nie mówisz, za trzecim lekko się stawiasz. Po piątym razie mówisz „dość”. Od tamtej pory to Ty decydujesz, jak ktoś się do Ciebie zwraca i jakie granice może przekraczać. Świetna szkoła, naprawdę! A potem przenosisz to na grunt prywatny.

Praca nad stresem

To, że musisz codziennie naliczyć jakiś procent sprzedaży, to że masz pamiętać o milionie zasad i to, że dodakowo musisz każdego klienta traktować indywidualnie… rodzi stres. Nie zawsze, ale są momenty, gdzie sytuacja wymyka się spod kontroli. U mnie to był jeden, z pierwszych dni w pracy. Pan miał do zapłaty jakąś sumę pieniędzy i wyciągnął… drobne. Ale takie mocno drobne pieniądze. Dobrze – będę miała czym wydawać! – pomyślałam. Potem zaczęłam liczyć. Liczyłam 7 razy. Zajęło mi to kilka długich minut, prosiłam koleżankę, by za mnie to przeliczyła bo klienci czekają, mężczyzna zaczyna się denerwować, a ja już cała zestresowana. Na szczęście nikt tego za mnie nie policzył do końca. Musiałam się opanować i dokończyć zadanie.

Stres w pracy w handlu jest. Odpowiadasz za grube „miliony monet”, odpowiadasz za wizerunek firmy, do tego jeszcze za porządek, towar i masę innych rzeczy. Ale w pewnym momencie da się z tym wszystkim żyć i czerpać z tego satysfakcję. Gdy ktoś podziękuje i się uśmiechnie, gdy wraca i mówi, że to co poleciłaś jest super. Dla mnie praca w handlu jest testem moich własnych możliwości. I dla każdej osoby, która tak jak ja jest strachliwa, łatwo stresująca się… to będzie test własnych możliwości. Ale zdacie go dobrze, jeśli trochę poluzujecie i dacie sobie czas.

Dla mnie największym zaskoczeniem był fakt, że potrafię czerpać satysfakcję z takiej pracy. Każdemu życzę, kto pracuje w sprzedaży, by umiał czerpać radość. Bo wiemy, jak pod płaszczem wyników sprzedaży, panujących zasad może być o to ciężko.