#Nowa praca: Zarabianie na pasji.

Wiesz, rzuć te całe korpo. Co się masz męczyć? Naprawdę dobrze czujesz się w tych murach, uwięziona na osiem godzin dziennie? Zacznij spełniać swoje marzenia! Otwórz firmę! Zobaczysz, odniesiesz sukces… – tak mniej więcej mogę opisać to, co dzieje się wokoło. Kiedyś każdy marzył o american dream, później praca w wyżej wymienionej korporacji. Dzisiaj marzymy o tym, by robić wielkie biznesy na własnym hobby. Tylko czy to naprawdę nasze marzenia? Dziś wszystko o zarabianiu na pasji.

Równo dwa i pół miesiąca temu opuściłam mury biura. Rzuciłam korpo? Nie do końca. Raczej małą „firemkę”, która bardzo lubiłam. Jednak wiadomo – różnice, inne wizje, inne priorytety. Dziś widzę, że to była najlepsza decyzja. Czuję, że odżyłam. Tylko że moja historia pokazuję, iż nie zawsze warto zarabiać na pasji. Moją była muzyka, marzyłam o tym, by pracować w wytwórni. Gwiazdy, strategie i co najlepsze w tej robocie – koncerty i trasy. Wiedziałam, że to jest to, czułam! No i marzenie się spełniło. Przepracowałam 1.5 roku i moja pasja stała się… moim krzyżem.

To jest pierwsza rzecz, o której głośno trzeba mówić, jeśli ktoś chce próbować zarabiać na pasji – to może zniszczyć to, co uwielbiasz. Pasja ma Cię relaksować, sprawiać, iż się rozwijasz. Masz się w niej spełniać i jej nie kalkulować. Robisz coś, bo to kochasz. Jak nagle musisz na tym zarabiać to kalkulujesz. Czy starczy do następnego miesiąca? Czy robię tak, jak chcę, czy tak jak muszę? Nie ważne jaka pasja, nagle pojawia się tabela zysków i strat. A w pasji nie powinno jej być. Pasja to wolność, praca nie. Siłą rzeczy większość z nas jest uzależniona od pracy: zarabiamy, żyjemy za to, ile pieniędzy przyniesiemy z roboty. To nie jest zachęta do tego, by nie sięgać po marzenia. To jest przestroga, że wcale nie będzie tak kolorowo, jak mówi większość.

Moje pierwsze dni w pracy w wytwórni były cudowne – pierwsze zadanie to plany marketingowe dla kilku artystów. Pod okiem przełożonych miałam je powoli wdrażać i się uczyć. Doszłam dość daleko, w moim odczuciu, jak na osobę, która nie miała żadnych kontaktów w Warszawie, u dziennikarzy czy gdziekolwiek. Była wycieczka na drugi koniec Polski z artystą, z którym dostaliśmy się do eliminacji na festiwal, były koncerty i trasa koncertowa jednej, z polskich wokalistek. Sporo tego było… tylko, że w tych wszystkich sukcesach pasja odeszła. Po godzinach nie miałam ochoty na koncerty, w domu słuchałam mniej muzyki, a zdarzało się, że i wcale. Wszystko, co było wcześniej zostało po prostu za mną. Teraz była praca, projekty muzyczne w pracy. I tak na okrągło. A do tego gorsze momenty,
które już w ogóle zabijały to, co kiedyś kochałam. I tak zwątpiłam w biznes muzyczny.

Jeśli decydujesz się na zarabianie na pasji pamiętaj, że to nie będzie sam lukier. Będą gorsze momenty, faktury do wystawiania, odwiedziny w urzędzie, użeranie się z klientami, walka o zapłatę, rekrutowanie pracowników, walka o zlecenia. Nie każdy jest w stanie przejąć kontrolę nad tym wszystkim. A takie rzeczy naprawdę potrafią zabić pasję.
A ona powinna być własnie wolnością, czymś co bezwarunkowo daje nam uśmiech i odprężenie, pozytywne emocje. Tymczasem praca to niestety również ciemne strony. To od Ciebie zależy, czy faktury, brak pieniędzy, stres nie będą niszczyć Twojej pasji – jeśli nie to śmiało na niej zarabiaj! Jeśli tak to odpuść.

Ja znalazłam na to swoją metodę, która zbyt odkrywcza nie jest, ale się sprawdza. Rób to, co lubisz. Swojej pracy nie musisz kochać, wystarczy, że ją lubisz. Mniej rozczarowujące są wówczas zawody, problemy są lżejsze. Bo w pracy nie chodzi o to, byś do niej się zmuszał – jestem daleka od takiego myślenia. Ale też skończmy z tym parciem, że swoją pracę należy kochać, uwielbiać. Ją wystarczy lubić, by wstawać rano z uśmiechem, a nie ogromną niechęcią.

Obecnie pracuję jako copywriter, do czasu skończenia studiów. Jednak coraz bardziej zastanawiam się, czy nie iść w te stronę na poważnie. Lubię to, daje mi to pieniądze, mniej stresu i mniej oczekiwań. To jest po prostu… moja praca, którą lubię. Bez zbędnych dodatków. A pasja? Realizuję po godzinach.

Jeśli jednak masz pewność, że nic nie zabije w Tobie miłości do tego, co robisz – rób to dalej. Bo mimo wszystko, to naprawdę świetna sprawa. 🙂

  • karola

    Kupilas mnie tym tekstem! w koncu ktos mowi prawdę – zero cukru i lukru o tym jak to ‚przeszlam na freelance’, jem teraz tylko zdrowe rzeczy i moje zycie jest cudowne. czasem mam wrazenie ze autorzy tego typu tekstow SOBIE próbują cos wmówić. nie dla kazdego hobby powinno byc sposobem na zarabianie na zycie.

    • Dziękuję 🙂 Chciałabym właśnie, by ten blog pokazywał fajne, ciekawe podejście do życia ale bez lukru. Tu raczej nie znajdziesz idealnych zdjęć z Instagrama i wpisów o łatwym życiu:) Ale mam nadzieję o ciekawych rzeczach i sposobach, jak mieć lepsze to życie;)

      • karola

        zostaję na dłużej:)

  • Faktycznie ostatnio temat zarabiania na pasji jest bardzo popularny. Sama zastanawiałam się nad tego typu zagadnieniami. Masz rację, że wystarczy lubić to, co się robi. A myślę, że czasami jest tak, że najpierw coś robimy i jak jesteśmy w tym dobrzy, dużo o tym wiemy, mamy dobre rezultaty, po prostu „siedzimy w tym”, to wręcz zamienia się to w naszą pasję. Post poleciałam u siebie, bo myślę, że może się komuś przydać, zwłaszcza, że piszesz o swoich doświadczeniach:)

  • Konstancja

    Bardzo podoba mi się, użyję kolokwializmu „nie owijasz w bawełnę” opisujesz życie takie jakie jest naprawdę. Bez zbędnych filtrów na Snapchacie czy Instagramie, co nie znaczy ze szaro czy nudnie. Po prostu prawdziwie z wadami i zaletami, bo nic nie jest idealne. Twój wpis jak i cały blog bardzo fajnie pokazuje, że w życiu nie istnieje tylko to co na ogół widzimy na 99% innych blogów (sama beztroska i tysiące pięknych zdjęć), ale też „przyziemna” sfera, z która każdy z nam kiedyś się zderzy takie jak: rozliczenie z PIT-u, załatwienie coś w Urzędzie. Bardzo dzięki Ci, za to miejsce w Internecie, które tworzysz 😉
    pozdrawiam 🙂

    • O jeju, ależ mi miło! Dziękuję za tak ciepłe słowa! 🙂 Motywują do dalszej pracy!
      Zapraszam częściej 🙂