Oko w oko z Greyem.

Nie powinnam się przyznawać, ale Greya lubiłam. Chociaż miałam z nim różne przeżycia, to na prawdę za nim przepadałam. Nasza przygoda zaczęła się od przegranego zakładu. Z wielką niechęcią do niego podeszłam,
poznałam i przetrawiłam. Było miło, było przyjemnie. Potem zapoznałam się z ekranizacją pierwszej części – do przeżycia. Teraz drugiej części… i już się nienawidzimy. Dlaczego?

To była bodajże wiosna 2015 roku, kiedy to przegrałam feralny zakład. W ramach przegranej miałam przeczytać wszystkie trzy części Greya. Było to po premierze filmu, który zebrał niezbyt przychylne recenzje. Ja poniesiona opinią innych, zaczęłam mieć takie samo zdanie o tej historii, chociaż filmu nie widziałam, książki wówczas jeszcze nie czytałam – i to był mój błąd. Naprawiłam go, po przeczytaniu wszystkich trzech części.

Historie opisane na papierze są naprawdę ciekawe. Oczywiście nie jest to literatura najlepsza, najwyższa.
Jednakże żyjemy w czasach, w których jak społeczeństwo przeżywa „bum” książkowe, to jest dobrze.
Z racji faktu, iż ludzie na prawdę nie czytają, jeśli sięgną po książkę o np. takim Grey’u, to jako obywatel jestem szczęśliwa. Bo historie opisane w trzech częściach Greya, potrafią dać czytelnikowi rozrywkę. Poza rozrywką daje kilka innych rzeczy, np. „wiedzę” na temat BDSM.

Jeśli chodzi o książki, to mnie najbardziej porwała druga cześć. Jest tam akcja, są tam ciekawe wątki: Leila, Jack Hyde. Polubiłam się z tą częścią chyba najbardziej. Pierwsza, w mojej opinii, jest przydługim wstępem dla drugiej.
A trzecia to romantyczne zakończenie, w wersji uboższej. Dlatego też czekałam mocno na ekranizację mojej ulubionej części. Po zapowiedziach byłam wręcz zachwycona i zniecierpliwiona. No i się zawiodłam…

Co poszło nie tak? Wszystko, dosłownie. O ile pierwsza cześć była uznawana za słabą, to miała jakieś mocne punkty – chociażby muzykę, jakąś tajemnicę w sobie. W drugiej części nie ma nic. „Ciemniejsza strona Greya” jest po prostu paździerzem. Nawet sceny seksu, jak w pierwszej. Muzyka dużo uboższa i mam wrażenie niedopasowana. A najgorsze to zbyt krótkie sceny i ich przeskoki. Mamy ciekawie rozwijającą się akcję, jest napięcie… i koniec. Nagle wrzucają sielski obrazek. I tak non stop, do znudzenia. Już po pierwszych 20 minutach człowiek się nudzi, a gdzie do końca?

Czymś co jeszcze mnie zmartwiło, była gra aktorska. Może fakt, iż Gray w pierwszej części był tajemniczy, nieokazujący emocji, sprzyjało pozytywnemu odbiorowi aktora grającego tę role. Teraz, gdy paleta emocji się rozrosła, główny bohater poległ. Podobnie z odtwórczynią roli Anastasi. Chociaż ona jeszcze potrafiła wykrzesać z siebie jakieś emocje. Reszta aktorów również bez zachwytu. A czy było coś dobrego?

Mimo, iż bardzo staram się myśleć, że tak, to niestety nie. Nie w tej części, nie w filmowych ekranizacjach tej historii. Dlatego do niej nie zachęcam. Jednakże polecam na pewno książki. One jako pewien fenomen kulturowy, są ciekawe. Co kieruje ludźmi, że wybierają taką literaturę i ją wolą? Dlaczego seks zawsze niesie ze sobą kontrowersje?
I dlaczego cały Grey to prawdziwy fenomen kulturowy wśród kobiet?

Na ostatnie pytanie mam jedną odpowiedź: spora część kobiet chce zmieniać mężczyzn. Brzmi kontrowersyjnie,
ale tak jest. Chcemy, by mężczyzna się nami opiekował, dbał, zabiegał. Chcemy by troszczył się, o całą tą otoczkę „życia”. Jednakże pragniemy mieć również jakąś władzę – władze nad jego emocjami. Kobiety kochają historię,
w których zły mężczyzna zostaje zamieniony w dobrego, zagubiony w zdecydowanego. A to wszystko pod płaszczką miłości do niej. To ta miłość go zmieniła! I tak jest w przypadku Christiana Greya. Steel go zmienia z perwersyjnego, w kochającego i ciepłego. Klasyczny schemat w wielu książkach i filmach – zmiana.

Wpływ na sukces Greya niewątpliwie ma też szeroki wątek perwersji i seksu. O ile o seksie ludzie potrafią już rozmawiać, o tyle o perwersji i marzeniach erotycznych nie. To temat, który wciąż nas zawstydza i jest krępujący.
I znów w historii Greya mamy coś, co nas zatrzymuje. Dostajemy coś, o czym sami marzymy, bądź czego chcemy spróbować. A to wszystko w lekkiej i łatwej formie, która idealnie wpisuje się w popkulturę.

Aż ciekawe, co będzie następnym „hitem”! Jak myślicie?

 

  • Myślę, że lepiej będzie, jak nie powiem o co się założyłam 😀
    Nie wydaję mi się, że to głupio. Jeśli tematu nie czujesz, nie ma sensu tracić czasu na jego czytanie 🙂

  • Ja też się przyznaję, że przeczytałam wszystkie trzy części, bo mnie wciągnęło… A zwykle ograniczam się do tekstów na max. 5 stron, bo dłuższe mnie męczą 🙂

    • Bo były wciągające, nawet 🙂 Trochę też nie rozumiem tego całego hejtu ludzkości, ale cóż 😀