Polecajki #10

polecajki

Piękny kwiecień dobiega końca, a więc Polecajki. Wiosna wybuchła i to dosłownie, w przeciągu tych kilku tygodni. Zrobiło się ciepło, słońce gości bardzo często. Efektem tego jest to, iż mamy więcej energii oraz pierwsze odcienie opalonej skóry. Czas więc zachłysnąć się wiosną i przywitać maj! Nim to nastąpi – kilka propozycji kulturalnych, i nie tylko, ode mnie.

Kwiecień na blogu okazał się być ubogi. Pojawiły się tylko dwa posty, dodatkowo dotyczące tej samej kategorii – miejsca. Niemniej u mnie działo się całkiem sporo dobrych, jak i mniej dobrych rzeczy. Głównym punktem tego miesiąca był mój pies Misiek, który ma już 12 lat i niestety – sypie się chłopak. Ale walczymy! W kwietniu też postanowiłam przestać patrzeć się na innych i sama zacząć działać. Czekałam kilka tygodni na coś, co ktoś miał zrobić – finalnie sama zrobiłam to w dwa dni. Podjęłam też kilka, zawodowych decyzji i obrałam bardziej konkretną drogę… ale o tym za jakiś czas 🙂

Muzyka

Ania Dąbrowska – cały dorobek muzyczny. Miałam okazję być w tym miesiącu na jej koncercie i to był zdecydowanie jeden, z lepszych koncertów od dawna, na jakich byłam. Muzycznie również wpisuje się w mój obecny stan emocjonalny. Uwielbiam ten moment, gdy muzyka pasuje idealnie do danego momentu. Muzyka Ani Dąbrowskiej pasuje… Pamiętam, jak wyszła jej płyta „Dla naiwnych marzycieli”, która zrobiła niezłe zamieszanie. Chociaż osobiście teraz raczej wsłuchuję się w jej dawne kawałki. Koncert mnie do tego nastroił. A jeśli zastanawiacie się na tym, czy kiedyś wybrać się na jej koncert to polecam. Nie będzie depresyjnie, nie będzie melancholijnie. Była moc!:D

Blog

Ten podpunkt mogą opuścić osoby, które nie lubią jazdy na rowerze. U mnie to aktywność nr 1, dlatego szukałam miejsca w internecie, które dostarczy mi odpowiednią wiedzę na temat mojego skromnego sprzętu. I strzałem w dziesiątkę okazał się blog Rowerowe Porady. Łukasz bardzo dobrze opisuje konkretne kwestie i problemy. Dla mnie to kopalnia wiedzy. Gdy coś nie gra w moich dwóch kółkach – odpowiedź znajduję tam. I w końcu jestem mechanikiem swojego pojazdu. Do tej pory, przed rozpoczęciem sezonu, oddawałam rower do serwisu. Dziś sama sobie taki serwis robię. Warto szukać takich blogów, w danej dziedzinie. Warto też je tworzyć, bo jak widać, są przydatne 🙂

Książka

Hygge po polsku – tytuł ten kupiłam w księgarni jakiś czas temu. Dojrzewałam do tej lektury kilka miesięcy. Wiosna okazała się idealnym momentem, by sięgnąć po tę lekturę. Hygge to duńska filozofia bycia „tu i teraz”. Pamiętam „bum” na te książke w oryginalnej wersji. Izabela Wojnarowska postanowiła opisać hygge po polsku. Zachwyciliśmy się tamtejszą filozofią, nie zwracając uwagi na to, że sami hyggujemy co dzień. Nie mam pewności, że zrozumiałam duńską filozofię dobrze… ale wiem, że jest nam potrzebna. Zapędzeni w życiu, w parciu do przodu zapominamy o tych drobnych chwilach. A to z nich składa się całe życie. Z porannej kawy, z odgłosu budzika i z tych chwil, kiedy rozbawi nas suchar kolegi. Czekamy na WIELKIE rzeczy. Tylko że jak one przychodzą to i tak czujemy niedosyt. A gdyby tak… inaczej? Hygge o tym mówi – dlatego polecam. 🙂

hygge po polsku

Miejsce

W tym miesiącu pojawiły się dwa posty – dotyczyły one miejsc, które odwiedziłam. Był to Ustroń i Wisła oraz Nikiszowiec. Niezależnie od tego, czy mieszkasz na Śląsku, czy zamierzasz przyjechać tu pozwiedzać (do czego zachęcam), to powinieneś poznać obydwa te miejsca. Wrażenie zrobił na mnie Nikiszowiec, który oddalony o kilka kilometrów od mojego domu, staje się miejscem kultowym. Żywe miejsce, które pokazuje, jak kiedyś wyglądał Śląsk… Zresztą zobaczcie sami.

#nikiszowiec

Post udostępniony przez Patrycja Kowalska (@wypisana)