Praca etatowa, freelance, a może wszystko naraz?

praca etatowa

Praca to nieodłączny element dorosłego życia. Można siedzieć na zasiłku, korzystać z 500+ i generalnie żyć „jakoś”. Jednak na szczęście spora część osób szuka swojej drogi zawodowej, tego, co chce robić w życiu. Chce też zarabiać na tym fajne pieniądze… Bo umówmy się – przestaje się chcieć pracować, jak oddajesz siebie, swój czas i generalnie wychodzisz na tym gorzej niż Grażyna i Janusz z naprzeciwka, co żyją z socjala.

Nie mam nic przeciwko Grażynie i Januszowi, którzy żyją z socjala, o ile mają niepełnosprawne dzieci, faktyczną niezdolność do pracy, albo… nagle stracili pracę. W takich momentach rozumiem socjale i inne zapomogi – w innych nie, przepraszam. Wypisana jest daleka od polityki z różnych względów, niemniej taką postawę promuję także w życiu codziennym i nie zamierzam się z tym kryć… Dlaczego?

Bo gdy widzę osoby MŁODE, ZDOLNE DO PRACY, którym się zwyczajnie nie chce, to nóż w kieszeni się otwiera, dosłownie. Często słyszę od znajomych (dalszych), że nie chcą pracować za 1500 zł. To część nie pracuje… i korzystają z socjala. Jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy faktycznie studiowali skrupulatnie 5 lat, mają wiedzę i naprawdę nie chcą za takie pieniądze pracować. Niemniej z mojego skromnego doświadczenia, a może nawet nie takiego skromnego, wynika jedno – ambicje i stopień dostosowania się liczy.

To był wstęp…. a teraz…

Wychodzę z mocnego założenia, że dla każdego jest praca. Trzeba tylko realnie podejść do swoich oczekiwań i rynku. Wiedzieć, jakie mocne strony się ma, w czym jest się słabym… trzeba też próbować. Ja próbowałam już w tylu miejscach i zawodach, że aż zaczęłam czuć się z tego powodu źle. Bo dalej nie odnalazłam do końca tego „czegoś”, o ile to istnieje. Próbowałam pracy w instytucji kultury, jako copywritera czy też osoby, która wspiera młode zespoły. Zaliczyłam przygodę z byciem wirtualną asystentką, a obecnie wróciłam do pracy w handlu. Co jest lepsze?

Freelance

Na to nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Freelance jest piękny, ale też bardzo trudny. Przez pierwszą część tego roku żyłam pracując z domu. Zarobiłam tyle, ile zrobiłam. Ale czasem była posucha i nie było, co robić. Uwielbiałam te dużą ilość czasu dla siebie i to, że byłam rozliczana nie za godziny, a za zrobione zadania. Docelowo czuje się w tym najlepiej, ale to jest dobre tylko wtedy, gdy masz nazwisko, masz pewność, iż w czymś jesteś dobry, masz klientów stałych i pewność, że za miesiąc czy dwa nie zrezygnują z Twoich usług.

Mam ten komfort, iż mieszkam z rodzicami. Jak była posucha to wsparli. Ale za chwilę mam 25 lat i mimo bycia jedynaczką, mam wyrzuty sumienia, dlatego postanowiłam wrócić do pracy w… Empiku.

Praca etatowa

O pracy w handlu czy Empiku pisałam oddzielne teksty. Pod koniec pracy, jak to mówię, w pierwszej turze, miałam dość. Pamiętam Sylwester i ostatni dzień tam. Ponad pół roku później wróciłam w to samo miejsce. Dlaczego? Finanse były podstawą, ale też zmieniła się moja perspektywa o etacie czy pracy w handlu…

Bo wiecie, tak naprawdę wszystko zależy od nas i naszego podejścia. Jestem tego najlepszym przykładem. Rok temu nie potrafiłam sprzedawać. Wyniki miałam marne, nie mówiąc o tym, że wystarczył jeden trudny klient i poziom stresu rósł niesamowicie. Dziś mam nieco wyższe stanowisko i obsługa trudnych klientów to moje zadanie na zmianie. I… ja się tego nie boję. A sprzedaż idzie całkiem dobrze. Dlaczego?

Bo w głowie się zmieniło, bo się do czegoś dojrzało. Jednak czy praca etatowa jest taka super? Nie, ponieważ dalej mam z tyłu głowy to, że płacą mi za godziny, a nie za wykonane zadania. Upada kreatywność, czasem mobilizacja. Ale to dobra opcja, szczególnie dla osób, które nie wiedzą czego do końca chcą. Dla mnie praca w handlu to swoista lekcja życia. Uczysz się szacunku do ludzi, do potrzeb innych, zaczynasz akceptować ich niewiedzę (chyba, że to ignorancja:D), a przede wszystkim – rośnie Twoja pewność siebie. Generalnie to poczucie, że radzisz sobie z ludźmi, z ich emocjami czy też potrzebami. Tak – można do tego w ten sposób podchodzić, a nie tylko na zasadzie… Przyszedł, kupił, wyszedł – zero filozofii.

Ja uwielbiam ją dorabiać, to znaczy filozofię, ponieważ nadaje ona sens wielu rzeczom. Nawet tym… bez sensu 🙂

Gdy łapiesz wszystkie sroki za ogon…

… to się przejedziesz. W tym roku miałam taki moment, że pracowałam dosłownie w 5 pracach. Niby ekstra, niby super też finansowo… ale w sumie w każdej z „prac” nie dawałam siebie. Nie było mnie, nie było tego powera, tego oddania, które musi być, byśmy nie zostali robotami. Psychicznie to wykańcza. Aż w pewnym momencie wkrada się pierwsza rozmowa, że ej, coś jest z Tobą nie tak, nie masz już „tego czegoś”. Bo to się ulotniło. I nie wróci więcej…

Potem przychodzi druga rozmowa, że jakość pracy podupada… a przecież było tak pięknie. No przestało, bo baterie się wyczerpały. Sam też zaczynasz czuć, że jednak praca np. na etacie i rozkręcanie czegoś obok, tak naprawdę to całkiem trudny kawałek chleba.

To w sumie dlatego nie było mnie przez ostatnie miesiące tutaj. Perturbacje zawodowe, kolejne, trzeba było przeżyć i przełknąć. Dziś jest światło w tunelu. Jest bezpieczny etat, jest coś dodatkowego, ale niezobowiązującego…. Bo wiecie… nie chodzi o to, by utknąć na etacie, którego nie lubicie. Chodzi o to, by mieć na koncie coś konkretnego „bo żyć za coś trzeba” i realizować swoje pasje, ale też mieć jakąś drogę, którą nawet jeśli powoli, to idzie się do celu.

I tego Wam życzę! <3