Czy robisz to, czego nie chcesz?

dziewczyna, smutek

„Baśka miała fajny biust”… na każdym koncercie Robert Gawliński, wraz ze swoim zespołem Wilki, śpiewa ten utwór, którego szczerze nienawidzi. I tak od wielu długich lat. Podobnie było i na koncercie, kilka dni temu, w Chorzowie. Gawliński z muzykami dawali ciekawy występ, śpiewali stare kawałki – ale tłum domagał się jednego…

Zespół, który odniósł sukces, naznaczony jest co najmniej jednym hitem. Skutkuje to tym, że na każdym koncercie musi go grać – ludzie się tego domagają. Tak jest na wszystkich koncertach, jakich byłam. Zakopower ma grać „Boso”, Feel „Jak anioła głos”, a Wilki przeklętą „Baśkę”. Dlaczego przeklętą? Bo szczerze jej nie znoszą. Podczas koncertu w Chorzowie, Robert Gawliński zaśpiewał „Baśkę”, jednak po zakończeniu utworu, zwrócił się do ludzi mówiąc wprost, że ma dość tego utworu i cieszy się, że coraz mniej ludzi (nowe pokolenie) wymaga tego od niego. Jakie z tego wnioski?

Czasem musimy robić coś, czego nie chcemy.

W dobie idealnego życia na Instagramie, historii ludzi, którzy rzucają korporacje i otwierają świetnie prosperujące biznesy, robienie czegoś, czego się nie chce, jest słabe. A czynienie tego, czego oczekują inni to już w ogóle zło! Niestety świat, życie, los czy cokolwiek, w co wierzysz, nie zawsze jest łaskawe. Jeśli artysta chce żyć z muzyki, to hit jest jego kartą przetargową, czymś, co musi się pojawiać na koncertach, za które inni mu płacą. Oczywiście mowa o muzyce popularnej.

Jednak to, że czasem musimy się zgodzić na poświęcenie, na przełamanie dotyka nas w wielu sferach życia. Tylko że w kulcie indywidualizmu my się na to nie godzimy. Najbardziej oczywistym przykładem są związki czy rodziny, w których brak jakiegokolwiek poświecenia. Chcemy żyć razem, budować trwałe relacje, jednocześnie niewiele dając od siebie. Inny przykład to praca. Wspominałam o tym w poście, w którym poruszam temat zarabiania na pasji – gdy to robisz, musisz być przygotowany na to, że będą elementy, których znosić szczerze nie będziesz. Na czym zatem polega sekret?

Na Twoich wartościach.

Jeśli coś jest dla Ciebie bardzo ważne, to wybór jest naturalny. Kochasz kogoś – możesz wstawać rano i robić tej osobie śniadanie, bo jest śpiochem. To taki drobny element poświęcenia. Problem pojawia się w sytuacji, gdy rzecz, do której masz się poświęcić/zmusić, wymaga od Ciebie dużo, dużo więcej. Odpowiedzenie sobie na pytanie, czy zbliża Cię to do jakiejś wartości lub jest jej wyrazem, to sprawa kluczowa.

Kwestią ostatnią jest to, czy poświęcenie nie zabija Cię psychicznie, czy Cię nie niszczy. Ileż czasu ludzie spędzają w pracy, której nienawidzą? Dużo, a to akt poświęcenia. Pracują, bo muszą za coś żyć. Tylko, jeśli takie poświęcenie Cię zabija, to nie jest ono nic warte. Bo dawać siebie warto, czasem zmuszać i robić to, czego oczekują inni – to też bywa dobrą drogą do rozwoju czy osiągania sukcesu. Jednak jest granica, której przekroczyć nie warto. Tą granicą jest własny komfort psychiczny i wyznawane wartości.

  • Robienie tego, czego nie chcemy, prowadzi prędzej czy później do frustracji, bo przez takie postępowanie żyjemy dla innych, a nie dla siebie. Poświęcenie jest w życiu niezmiernie ważne, trzeba tylko mądrze wybierać rzeczy, którym chcemy się poświęcić, mając na uwadze, że nasze zasoby energii to nie torba Hermiony bez dna 😀 Świetny tekst, bardzo podoba mi się Twój styl, jest taki lekki 😀 Blog wygląda bardzo profesjonalnie, oby tak dalej! Życzę powodzenia <3