Samoukiem być!

1

Jak co środę, udałam się po pracy na zajęcia. Godziny popołudniowe, ja lekko zmęczona. Nie było mnie na tych zajęciach od dwóch tygodni – trochę niezręcznie. Niemniej jak większość studentów, nie mam wyrzutów sumienia, ani problemu z tym, że nie jestem zbyt dobre przygotowana. Gdy wszyscy studenci weszli do sali, wykładowczyni zaczęła dyskusję…

W ciszy słuchałam prawie godzinnych dyskusji na temat tego, iż studenci to lenie, po prostu. Jednak ta dyskusja nie była zwykłą: „po raz kolejny się Państwo nie przygotowali” itd. To była rozmowa o tym, że obecnie mamy największy dostęp do wiedzy, niżeli kiedykolwiek. Dlaczego z tego nie korzystamy?

Jako studentka III roku kulturoznawstwa, nie jestem przykładem „dobrego studenta”. Swoją edukację na uczelni wyższej zaczęłam w 2012 roku. Co prawda przechodziłam całe 3 lata na kulturoznawstwie, jednak się nie obroniłam – z lenistwa po części. Potem rok przerwy, praca i dopiero teraz reaktywowałam, by skończyć to, czemu poświeciłam tyle lat. Zrobiłam głupotę, lecz dzięki temu się czegoś nauczyłam. Przede wszystkim tego, że studia to fajna sprawa. Nie dla „imprez”, dla zniżek (no dobra, to ważny punkt), ale dla nauki. Dla tego procesu poznawania świata.

I tutaj powstaje pytanie, które dało mi do myślenia, po środowych zajęciach: czy trzeba chodzić na uczelnię, by się czegoś nauczyć? Zdecydowanie nie, szczególnie w XXI wieku, z internetem jako narzędziem. Różnego rodzaju kursy, książki, webinary i filmy na youtubie – to wszystko jest kopalnią wiedzy, do której powinniśmy sięgać. Kiedyś było tak, że jak chciałeś być specjalistą, musiałeś iść na studiach – nie dało się wygooglać tematu, zdobyć kursów online. A aby na studia się dostać, trzeba było zdać egzaminy wstępne. Czy to było dobre?

2

Tak, bo gdy student np. mojego kulturoznawstwa chciał dostać się na ten kierunek, musiał mieć podstawową wiedzę na temat: filmu, sztuki czy literatury. Obecnie wśród studentów są osoby, które nie znają fabuły „Dziadów”. I tak jest na każdym kierunku. Jednakże to też wina szkół wyższych. Powstała cała masa prywatnych uczelni, gdzie dajemy pieniądze jedynie za papier, z tytułem magistra. Taki student przychodzi w weekend na zajęcia i śpi, bądź patrzy z miną mordercy. Płacisz za to, że tracisz czas? Chyba niezbyt rozsądne.

I tak oto trwamy w bezsensie edukacji, zamiast korzystać z tego, co mamy. Zostać samoukiem to dziś sztuka, jednak opłacalna. Jest wiele miejsc, do których przyjmują ludzi z wiedzą, a nie z tytułem. Dzięki wykształceniu oficjalnemu można się przebić. Jednak jeśli masz je z dziedziny, do której nie masz serca, której nie potrafisz – jest to błąd. Nie będziesz dobry w tym co robisz, nawet z tytułem doktora. Bo wykształcony człowiek, czy ten bez wykształcenia, będzie najlepszy tylko wtedy, gdy sam będzie zdobywał wiedzę, bądź ją poszerzał. Stale i z ciekawością.

Dlatego warto być samoukiem – by być najlepszym.

  • Zgadzam sie w stu procentach! Teraz jest tyle możliwości zdobywania wiedzy, że jedyne co trzeba zrobić to usiąść i się zmotywować. Długo mi zajęło zmotywowanie się do kontynuacji hiszpańskiego samodzielnie, ale udało się i raz w tygodniu siedę godzinę i robię zadanka, czy słucham jakiś rozmówek.

    • Wypisana

      Szanuję! Ciężko jest się zebrać, do robienia czegokolwiek:) Ale warto, by móc do czegokolwiek dojść.