Singielka – kim jest?

singielka

Kiedyś były starymi pannami, dziś są singielkami. Część społeczeństwa wymiennie używa tych dwóch terminów, określając tym samym kobiety stanu wolnego. Jednak to nie jest dobre. Singielka a stara panna to dwie inne kobiety, różne definicje i różne style życia. I dziś, jako kulturoznawca, chcę ten problem poruszyć.

Z kim kojarzy Ci się staropanieństwo? Mnie z kobietą po 30, która jest sama. Żyje sama, zarabia na siebie, jest nieszczęśliwa. Jej jedynym marzeniem jest założenie rodziny i posiadanie potomstwa – mówiąc w bardzo ogólnym uproszczeniu. Ten model nie jest zły, jest tradycyjny. Do niedawna najważniejsza była rodzina, a konkretnie wspólnota. Jednak to w rodzinie ona realizowała się najbardziej. Człowiek jest istotą społeczną: chce posiadać przyjaciół, w szkole mieć kumpli, a w dorosłym życiu rodzinę. Nie tylko partnera, ale i dzieci, wnuki.

Styl życia: singielka

Dziś styl życia wygląda inaczej i opiera się na innych wartościach. Dalej jesteśmy istotami społecznymi, posiadamy przyjaciół, a w weekendy wychodzimy na imprezy. Lubimy mieć poczucie, że mamy się do kogo odezwać. Tylko że te przyjaźnie i znajomości są dużo płytsze. Czy ten model jest zły? Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi. Każdy model jest dobry, jeśli odpowiada Tobie. Niemniej dziś styl życia oparty jest na indywidualizmie. To rodzi egoizm i samotność. Koncentracje na sobie. A wspólnota i rodzina budowana jest na poświęceniu, na byciu „pomimo”.

Sam termin singlizmu powstał około 50 lat temu! Równocześnie z rozwojem technologicznym. Z racji postępu, trzeba bardziej przyłożyć się do pracy i nauki. Ma się mniej czasu na rodzinę. Jednak rozwój dał nam coś jeszcze – lekkość i łatwość. Dziś łatwo załatwiamy sprawy, robimy się niecierpliwi. A wysiłek to dla nas zło. Związek, miłość, dom, rodzina – to wszystko jest pracą.

I część ludzi się w tym miesza. Bo mam wrażenie, że żyjemy na granicy dwóch światów. Tego sprzed technologicznego postępu, i tego po. Są osoby nawet młode, które dalej stawiają na rodzinę, miłość, walkę i poświęcenie. A są osoby, które chcą się rozwijać na polu zawodowym, które chcą poznawać świat i oddać się temu. Gdy takie osoby się spotykają, zachodzi dysonans. Każdy chce czegoś innego.

Różnice, kłamstwo…

Na tym blogu nie zamierzam dawać rad związkowych. Jednak nie chcę też omijać pewnych kulturowych zachowań, które są istotne. Życie w pojedynkę, rozwody, rezygnacje ze związków to chleb powszedni. Na wielu grupach kobiety się wspierają (panowie pewnie też), starają organizować sobie życie na nowo. Kończą związki, nie wchodzą w nowe. Żyją pojedynczo, bo stawiają na siebie. Dowodzą tym samym, że samotność nie musi być ciężka, nie musi być wstydem. Potrzebę bycia w związku rekompensują sobie grupą przyjaciół lub intensywnym życiem. Jeśli przez to czują się szczęśliwe – świetnie!

Niestety taka grupa kobiet jest mała. Wiele z nich się oszukuje. Tak naprawdę należą do grupy, która chce posiadać rodzinę, dziecko, cały ten pakiet. Jednocześnie zarzekając się, że w stanie wolnym jest im cudownie. A to niestety rodzi desperację. Takie kobiety nie są singielkami, one są niewolnicami swoich myśli. To, że pragną dziecka, męża nie jest niczym złym, jednak warto się do tego przyznać przed sobą samym.

Bycie singlem to wybór

Singielką jest kobieta, która świadomie podejmuje decyzję o życiu w pojedynkę. Może mieć tego różne podłoża: sparzyła się, sama nie chce kogoś zranić, nie chce posiadać dzieci, nie potrzebuje zobowiązań… A może po prostu woli rozwijać się zawodowo – ma do tego prawo. Jednak inni nie mają prawa robić wyrzutów kobietom, które są same.

A co z tymi, które są same, jednak nie są szczęśliwe? Bycie samemu to idealna okazja do tego, by poznać samego siebie. I tak polecam podchodzić do samotności nie-z-wyboru. 🙂