W Dzień Dziecka… doceniam dorosłość – a Ty?

 

Dzień Dziecka

Dzień dziecka – kiedyś lubiłam to święto, bo było też moje. Teraz jestem jakby wykluczona. I mam focha, bo mama i tata już nie dają mi 50 zł na głupoty. Teraz w Dzień Dziecka sama siadam do pracy i zarabiam… nieco więcej. Czy jest lepiej niż wtedy?

Chyba lubiłam być dzieckiem, chociaż im jestem starsza, tym bardziej uwielbiam dorosłość. Nawet gdy jest słabo. Jaram się tym, że mam wybór. Że rodzice, mimo iż z nimi mieszkam, to nie mieszają się do mojego życia (nareszcie!). Jednak mam świadomość, iż wiele osób chciałoby być dzieckiem, ponieważ z dzisiejszej perspektywy, problemy maluchów to pestka. Tylko że ja mam na ten temat nieco inne zdanie.

Wybór – moc dorosłych

To nie jest tak, że problemy dzieci są mniejsze. One są równie wielkie, co nasze. 12 latka, której dokuczają w szkole, może przeżywać większą dramę w sobie, niż Ty bo na rachunki nie masz. My, jako dorosłe istoty mamy ten wybór i jak w pracy jest mobbing, to zawsze można odejść. Dziecko samo nie może odejść ze szkoły czy przepisać się. Ty możesz to zrobić z pracą. Dlatego ja postanowiłam wbić sobie to do główki i zapamiętać, że jak jest źle to mam wybór. W dzieciństwie tego nie miałam.

Dystans – kolejna supermoc

W dorosłości mniej więcej mamy ugruntowane poczucie własnej wartości. Trudniej jest je zachwiać głupim komentarzem czy zaczepkami. Są wyjątki, ale umówmy się – uogólniam. A nawet, jeśli ktoś mocno stara się nasze poczucie własnej wartości czy też pewność siebie (tak, to dwie odmienne rzeczy) zachwiać, to mamy jeszcze dystans. Możliwość zracjonalizowania sobie pewnych kwestii, spojrzenia na nieprzychylne komentarze obiektywnym okiem.

Dzieciaki tego nie mają. Chociażby wyżej wspomniany przykład nastolatka, który jest mobbingowany w szkole przez kolegów czy koleżanki. Taki dzieciak ufa „lepszym” lub tym, którzy są silniejsi. Sama pamiętam z gimnazjum, jak to było, gdy koledzy na zbyt wiele sobie pozwalali. Nie miałam wtedy dystansu – dziś już mam. Jasne, jest taki poziom hejtu, mobbingu, którego nawet dorosły nie zniesie. Jednak w moim odczuciu mamy trochę łatwiej. Korzystajmy z tego!

W końcu wiem, czego chcę

Jako dziecko, chyba jak każdy, miewałam słomiany zapał. Albo zapalałam się jak zapałka na jakiś temat, po czym gasłam. Było tak z łyżwami, gitarą, pływaniem czy hiszpańskim. Wysyłali mnie na jakieś zajęcia, albo upierałam się, że sama pójdę, po czym rzucałam to w kąt i na kolejne mnie nie zabierali. Po pewnym czasie, gdy wymyślałam nową rzecz, po prostu mi na nią nie pozwalali. Mogę dziś ich krytykować, ale chyba bardziej rozumiem. Większość takich rzeczy to po prostu kwestia pieniędzy.

Dziś sama decyduję o tym, w co inwestuje swoje pieniądze. Wtedy to nie były moje pieniądze, tylko rodziców. Jednak to nie pieniądze są tutaj czynnikiem najważniejszym. Dziś, jako dorosła kobieta ja wiem, czego chcę. Wiem, że uwielbiam basen, dlatego aquaaerobik. Wiem, że uwielbiam jazdę na rowerze, dlatego kupiłam sobie lepszy. Inwestuję w siebie, ale mi się to zwraca.

Przekłada się to na każdą dziedzinę życia. Jako osoby dorosłe mamy już pewien bagaż, dlatego łatwiej nam jest wybrać swoją drogę: życiową, zawodową, związaną z pasją. Również jako starsi możemy wyznaczać granice innym. Wiemy, jak chcemy być traktowani i możemy tego wymagać. Nie ma w tym nic złego – to zwyczajne wymaganie szacunku wobec nas samych. Czy dzieci to mają? W moim odczuciu nie, ponieważ większość dorosłych nie traktuje dzieci jak ludzi. Tylko małych ludzików, którymi można sterować.

Sam sobie steremżeglarzemokrętem”…

Jak to napisał Mickiewicz w „Odzie do młodości” – sami sobie jesteśmy żeglarzem, sterem i okrętem. Nikt nie traktuje też nas jak wyżej wspomniane istoty, którymi można kierować. Oczywiście – znam przypadki, gdzie po 30 rodzice decydują o życiu już dorosłego. Ale tak jak wyżej – uogólnijmy. A nawet jeśli rodzice czy partner chce sterować życiem innego dorosłego – to dalej ma on wybór. Sama przez ostatnie miesiące musiałam udowadniać, że mam swoją drogę zawodową, że praca w biurze dla kogoś nie jest dla mnie, a w handlu to już w ogóle – dziękuję. Mam swoją wizję, której część osób nie rozumie. Nie muszą – bom sama sobie „sterem, żeglarzem, okrętem”.

Także doceniajmy naszą dorosłość. Fajnie byłoby czasem pokłócić się z koleżanką o kredki, a nie rozmawiać o tym, dlaczego kredyt na 30 lat jest przerażający i dlaczego ona, albo ja mamy racje. Bo każdy ma swoją rację, dostosowaną do swojej sytuacji. To po pierwsze, a po drugie w dorosłości powinniśmy mieć szacunek do tego, co robią inne osoby, co sami robimy. Dzieci uznają bardziej autorytety – my już nieco mniej. Ale szacunek należy się każdemu: gdy robi inaczej niż my, gdy myśli w inny sposób i żyje. A chyba o tym najczęściej w tej dorosłości zapominamy… szkoda.