WG: Przestań marzyć i zacznij w końcu działać! – czyli o założeniu własnej działalności słów kilka

urudej.pl

 

Dziś po raz pierwszy na blogu wpis gościnny! Autorka bloga urudej.pl – Karolina, niedawno założyła swoją działalność. To idealny moment, by opowiedzieć o formalnościach, motywacji, pierwszych problemach, jak i sukcesach. Wpis ten jest świetnym dopełnieniem cyklu #NowaPraca. Zapraszam do lektury!

Karolina:

Wiele z nas marzy o wyrwaniu się z etatu. Fajnie by było końcu samemu sobie być żaglem, sterem i okrętem, prawda? Super by było móc mieć swobodę wyboru klientów i czasu pracy. Można by wtedy robić to, na co się ma ochotę – kto o tym nie marzy? Niestety ale dla wielu z nas te marzenia na zawsze pozostaną w sferze marzeń. Bo się boimy, bo nie jesteśmy pewni siebie, bo zawsze mamy milion wymówek i tak przekładamy wszystko na kolejne lata, podpisujemy umowy na kolejne lata w korpo i tak sobie egzystujemy, codziennie niezadowoleni ze swojej pracy. A może zamiast przekładać kolejne punkty do tego, by spełniać swoje marzenia, zrobicie ten pierwszy, najtrudniejszy krok,
i zaczniecie w końcu działać?

A bo co powiedzą ludzie. A bo ja nie mam kontaktów. A bo ja nie wiem, jak to się robi. A bo ja wcale nie jestem takim ekspertem, żeby się samemu utrzymać na rynku. Abo, abo, abo. Znasz to? Na pewno każdy z nas miał chociaż jednego abosia w swojej głowie. Ja również – te wszystkie abosie, wymienione w tym akapicie, to moje abosie. Panicznie bałam się, że sobie nie poradzę, że nie mam kontaktów i że wcale nie piszę tak super, jak mówiła mi mama (dzięki, mamo!) czy znajomi. W końcu jestem po filologii polskiej i takich jak ja jest na pęczki. Lepszych ode mnie również. Ale wiecie co? Oni jak na razie żyją sobie z poprawiania prac, robienia korekt czy pisania pojedynczych artykułów, a ja wkroczyłam w biznes z impetem i efekty przekroczyły moje najśmielsze oczekiwania. Różnica pomiędzy nimi a mną jest taka, że u mnie to był wóz albo przewóz. Być albo nie być, teraz albo nigdy. Bo później by było za późno.

Dam Ci radę: nie przejmuj się opinią innych, zacznij budować własną sieć kontaktów na darmowych spotkaniach branżowych i kształć się! To naprawdę nie jest takie trudne, jak mogłoby się wydawać. Zacznij od małych kroków,
a sukces będziesz mieć gwarantowany. Istnieje masa darmowych szkoleń on line, jak np. szkolenia Google, a także różne branżowe spotkania, jak np. czwartki w social mediach, spotkania blogerskie, spotkania śniadaniowe i inne. Ba! Ostatnio mignął mi kurs dietetyki sportowej za 99 złotych. To nie są duże pieniądze, a takie kursy i szkolenia zawsze wniosą coś do naszego życia.

Wiem, że początek tego postu może brzmieć jak oklepana gadka jakiegoś coucha od siedmiu boleści, ale taki jest fakt – skończ marzyć i zacznij w końcu działać! Jeżeli nie zrobisz tego pierwszego kroku, to Twoje marzenia na zawsze nimi pozostaną. A przecież każdy chce, żeby jego pragnienia się spełniały, prawda? Jeżeli czujesz, że chcesz pracować jako freelancer albo chcesz pracować na siebie, to po prostu to zrób!

Krótka piłka – męczysz się na etacie? Masz dość pracy w godzinach 8-16, bo nie możesz nawet pójść do urzędu załatwić kilku ważnych spraw? Masz dość pracy na śmieciówkach i ciągłego odwlekania podpisania umowy o pracę, która przecież Ci się należy jak psu buda? Jeżeli tak, to zacznij poważnie zastanawiać się nad własną działalnością. Jeżeli jesteś uparty, masz dużo samozaparcia i wiesz, że jesteś cennym pracownikiem na swoim rynku pracy, to dlaczego nie zaczniesz pracować na własny rachunek? Prawda jest taka, że pracodawcy płacą za pracowników ogromny ZUS i rzadko kiedy udaje się podpisać komuś naprawdę sprawiedliwą umowę o pracę. Dzięki własnej działalności zobaczysz, ile ZUS-u trzeba płacić (ja się popłakałam, gdy zobaczyłam tę kwotę, a mam niższy ZUS przez 3 lata, dla początkujących przedsiębiorców) i zobaczysz, ile pracy trzeba włożyć w szukanie zleceń, bo to nie jest tak, że one spadają z nieba. Ale wiesz co? Jest w tym od cholery satysfakcji. Mimo że teraz państwo zabiera mi kupę kasy, to gdy dostałam pierwszą odpowiedź na propozycję współpracy, zatańczyłam na środku pokoju. Przy drugiej, trzeciej i czwartej też 😉 Warto płacić ZUS-y dla tego uczucia.

 

Zanim jednak zaczniesz pracę na własny rachunek, musisz zdać sobie z czegoś sprawę – może i to nie jest jakoś specjalnie skomplikowane, ale zanim złożysz odpowiedni wniosek, opanuj emocje i przemyśl swoją decyzję na chłodno.

  1. Czy jesteś zabezpieczony finansowo?

To jest bardzo ważny punkt. Jeżeli nie masz żadnych, ale to absolutnie żadnych oszczędności ani wsparcia finansowego np. ze strony rodziny, to lepiej dobrze to przemyśl. Rzeczywistość bywa okrutna i nie łudź się, że od razu zaczniesz zarabiać kokosy. Ba! W zależności od branży możliwe, że będziesz musiał zainwestować w rozwój swojej działalności – i to niemałe pieniądze. Oczywiście istnieje możliwość uzyskania dofinansowania, ale jest poważne ale: musisz być zarejestrowany w urzędzie jako bezrobotny. Plus minus 3 miesiące. TRZY! Czasem dają dofinansowanie po miesiącu, czasem po trzech. Jako bezrobotny nie możesz podjąć żadnej pracy zarobkowej. Chyba że na czarno, ale to szczerze odradzam. Więc przez trzy miechy nie możesz podjąć żadnej pracy zarobkowej. Już nie jest tak kolorowo, nie? Osobiście zrezygnowałam z dofinansowania, chociaż mój laptop, którego używam do pracy, woła o naprawę lub wymianę. Ale szczerze to bym chyba oszalała, gdybym przez 3 miesiące nie mogła nic robić. Przy własnej działalności zawsze możesz dorabiać gdzie indziej, również na etacie, ale jest to dużo trudniejsze do pogodzenia ze względu na to, że doba ma tylko 24 godziny.

  1. Księgowa nie jest potrzebna, ale z nią wszystko jest prostsze.

Serio, nie wiem jak mogłam się przed tym wzbraniać. Byłam uparta i skąpa i naprawdę nie chciałam płacić około 200 złotych miesięcznie, gdy nie miałam pewności, że zacznę zarabiać. Dużo ogarnęłam sama, ale i tak jestem wdzięczna mojemu tacie, że kopnął mnie w tyłek i powiedział anegdotkę, która sprowadziła mnie od razu na ziemię. W skrócie: nie złożył na czas zeznania z wynajmu mieszkania (mimo że na czysto wyszło 0 zł, wszystko było płacone na czas!), a skarbówka dowaliła mu taką karę, że mój ojciec, twardy koleś, też prawie się poryczał. I nie ma zmiłuj, kara musi być zapłacona albo jeszcze dopieprzą odsetki. Serio, nie warto zadzierać z US-em. Ja np. muszę wystawiać faktury (co prawda zwykłe, ale i tak to jest mój obowiązek, regulowany przez prawo) i co mi po darmowych programach i zapisywaniu w kajeciku dat, skoro zawsze mogę się rypnąć o 1 dzień i już mieć na karku Urząd Skarbowy? Księgowa Ci pomoże, za darmo odpowie na Twoje pytania, doradzi i zawsze „jest pod ręką”. To wygodne i bezpieczne. Nie igrajcie ani z US-em, ani z ZUS-em, bo tej walki nie wygracie. Chyba że uciekniecie na bezludną wyspę, ale znając życie i tak Was tam znajdą. I dopieprzą odsetki. Niestety ale taki mamy kraj, że ja rozliczyłam PIT-y przed upływem marca, a mamy koniec kwietnia i mimo że każdy mój znajomy, który złożył zeznanie później niż ja, ma już zwrot, a ja dostanę pewnie ostatniego dnia, którego mogą mi zwrot podatku dać 😛 Ale jakbym ja się rypnęła o dzień, to matkoboskohelpunku, nie wypłaciłabym się do końca życia. I po co się stresować, jak księgowa będzie nas informować o wszystkich ważnych datach?

  1. Planuj!

Planowanie uratuje Ci życie. W momencie, gdy pracujesz na własny rachunek, musisz umieć się zorganizować. Często jest to trudne, zwłaszcza gdy na początku Ci nie idzie. Dobrze jest mieć plan dzienny i tygodniowy, starać się wyrabiać narzucone przez siebie normy i przede wszystkim godziny pracy. Praca zdalna to praca o tyle niebezpieczna, że często kusi, żeby coś pozałatwiać poza kolejkami, które robią się około godziny 15 czy 16. Kusi też, żeby spać do późna. Kusi, żeby posprzątać mieszkanie, żeby posiedzieć na fejsiku, żeby zrobić masę innych rzeczy, które pracą nie są. Powiedz temu nie – planuj swoje godziny pracy i trzymaj się ich. Podobnie jest ze wstawaniem. Inaczej może się okazać, że zaczniesz pracować po nocach czy w weekendy i nie będziesz miał tyle czasu, ile chciałeś przy zakładaniu działalności. Dam jeszcze jedną radę – nie pracuj w piżamie 😉 Umyj się przed godziną 8 rano i siądź do pracy w ubraniach, bo inaczej będziesz rozlazły i nie będzie Ci się chciało pracować. Poza tym jak się nagle okaże, że masz mieć spotkanie z klientem to co? W panice będziesz brał prysznic i się przebierał? Po co dokładać sobie stresów.

  1. Strona WWW to podstawa.

I piszę to nie tylko dlatego, że pracuję w tej branży. Po prostu teraz każdy sprawdza internet, żeby dowiedzieć się czegoś na temat osoby czy firmy, z którą ma zamiar współpracować. Taki już mamy świat i uwierz mi, że mając do wyboru dwóch specjalistów, firma wybierze do współpracy tę osobę, która ma profesjonalną stronę internetową. I stronę na Facebooku. Zarejestrowanie domeny i utworzenie fanpage’a na FB to były moje pierwsze kroki, zanim w ogóle złożyłam wniosek CEIDG-1. Wiem doskonale, że nie każdy ma takie szczęście jak ja, że ma kogoś, kto zrobi mu tę stronę za karmienie go przez całe życie (pozdrawiam narzeczonego!), więc lepiej odłóż pieniądze na stronę. I domenę. I hosting. A w ogóle najlepiej na specjalistę, który taką stronę Ci zrobi i wszystko za Ciebie pozałatwia. To nie są małe pieniądze, pamiętaj! Dobre, responsywne strony WWW robi się nawet za kilka tysięcy.

  1. Wniosek – złóż go!

Złożenie wniosku jest proste. Naprawdę! Jeżeli masz księgową, to zapytaj ją o formę opodatkowania, księgi przychodu i rozchodu, a także o faktury i kasy fiskalne. A jeżeli nie, to zajrzyj tutaj https://poradnikprzedsiebiorcy.pl/. Dopiero gdy będziesz wiedział co i jak, wypełnij wniosek. Możesz to zrobić tutaj: https://prod.ceidg.gov.pl/ceidg.cms.engine/. Później tylko idziesz do urzędu i podpisujesz, ja wszystko załatwiłam w 5 minut. Ale pamiętaj o jednym – jeżeli mieszkasz w dużym mieście, jak ja, to nie idziesz do urzędu miasta, tylko do specjalnej filii, która zajmuje się rolnictwem i sprawami gospodarczymi. Ja poszłam do urzędu miasta, bo tak jest napisane na stronie i we wniosku (i w mailu) – nie ufaj temu 😉

  1. Zorganizuj swoje miejsce pracy

Jak już złożysz wniosek przez internet, to możesz albo pędzić do urzędu, albo zorganizować sobie stanowisko pracy – jeżeli pracujesz w domu. Jeżeli nie, to ten punkt leci na miejsce 3. Ale z reguły jednoosobowa działalność gospodarcza prowadzona jest w domu. Posprzątaj całe mieszkanie, nie tylko biurko, przy którym będziesz pracować, bo nie ma nic gorszego niż praca w syfie. Trudniej się wtedy skupić, a podczas pracy powinieneś skupić się na pracy, a nie na sprzątaniu. Wiem jak to działa – zaczniesz pracę a później będziesz się co chwila od niej odrywał, bo tutaj trzeba zetrzeć kurz, bo syf w łazience Cię denerwuje a tutaj są nieumyte naczynia i nieodkurzony dywanik… Nie, musisz to zrobić wcześniej.

I tak naprawdę to wszystko. Wdrażasz plan, nie poddajesz się, plan czasem modyfikujesz według ścieżek, które obierasz – nigdy nie trzymaj się planu sztywno, bo świetna okazja może Ci uciec sprzed nosa! No i nie bój się dzwonić! To są początki i nie nastawiaj się od razu na miliony, ale uwierz w siebie! Klienci to czują, wierz mi. Pchaj się do nich, wysyłaj maile i dzwoń, a niedługo na pewno uda Ci się nawiązać współpracę. Ja w Ciebie wierzę, a czy Ty uwierzysz w siebie? 🙂